Salomon S/Lab Ultra Glide – Ultra wygoda na długich dystansach
W ostatnich latach Salomon dość sporo namieszał w swojej kolekcji butów trailowych. Pojawiły się nowe modele S/Lab Genesis oraz S/Lab Ultra, które bardzo dobrze się przyjęły i cieszą się dużą popularnością wśród biegaczy górskich. Nic dziwnego, ponieważ były to bardzo udane buty, które nie miały zbyt wielu wad. Jak będzie z nowością Salomon S/Lab Ultra Glide? Zobaczymy, czas pokaże.
Zacznijmy od tego czym w ogóle jest seria S/Lab. Są to najbardziej zaawansowane produkty, które powstają przy dużym współudziale profesjonalnych sportowców Salomona. Zarówno buty jak i odzież są przez nich testowane i wszelkie ich uwagi są brane pod uwagę przy finalnej produkcji. Wydawać by się mogło, że taki produkt szyty na miarę pod zawodnika elity może nie być dobrym rozwiązaniem dla biegacza amatora. I faktycznie tak jest w przypadku niektórych modeli. S/Lab Pulsar czy S/Lab Sense mogą tu posłużyć jako przykłady. Jak będzie w przypadku nowego modelu? O tym opowiem w dalszej części recenzji.
Pierwsze wrażenia
Kiedy pierwszy raz na żywo zobaczyłem te buty byłem bardzo zaskoczony ich wyglądem a przede wszystkim tym, że wydawały się ogromne. Od razu w oczy rzuca się bardzo gruba podeszwa. Pianka po bokach sięga praktycznie do górnej części cholewki w okolicy kostki. But prezentuje się nieco karykaturalnie, tak jakby był sztucznie napompowany. Jego waga w moim rozmiarze 10,5US to około 305g więc całkiem sporo.
Cholewka wygląda dużo lepiej. Jest zbudowana z dwóch warstw. Wewnętrzna cienka warstwa materiału bardzo delikatnego i przyjemnego w dotyku oraz zewnętrzna, która wydaje się być bardzo odporna na uszkodzenia mechaniczne. Te dwie warstwy nie są na stałe ze sobą połączone na całej powierzchni. Przeszycia są głownie po bokach oraz w przedniej części nad palcami. Język jest cienki, z dodatkiem niewielkiej ilości pianki w jego górnej części z kieszonką na wiązanie Quicklace (wiązanie chowamy od góry, nie od dołu jak w przypadku klasycznych modeli Speedcross 6 czy Genesis).

Przejdźmy do podeszwy, bo tutaj najwięcej się dzieje. Mamy nową piankę Energy Foam+, która ma zapewnić świetną amortyzację oraz duży zwrot energii. Pofalowanie pianki z bocznej części buta przechodzi również na jego spód. Wygląda to bardzo dziwnie, ale ma to swoje zastosowanie. Ta nowa technologia to Relieve Sphere. Ma ona za zadanie odpowiednio rozkładać siły działające na stopę, zmniejszać jej zmęczenie i poprawiać komfort użytkowania na długich dystansach. Guma na podeszwie nie jest gładka. Pomiędzy 4mm kołkami bieżnika ma ona teksturę plastra miodu. Tyle z technologii a teraz idziemy sprawdzić czy to co na papierze ma przełożenie na to co w rzeczywistości.
Testy terenowe
Na przetestowanie buta nie miałem zbyt dużo czasu, ale na kilku treningach udało mi się zrobić ponad 100km, a jednostki które wykonałem w zupełności mi wystarczą na rzetelną opinię. Zima w tym roku nie dopisała, przynajmniej u nas w Krakowie, więc przez miesiąc miałem do dyspozycji każdy rodzaj podłoża, który możemy spotkać na szlakach.
Za pierwszym razem był to bieg ok. 32km w Gorcach i Beskidzie Sądeckim. Warunki jakie zastaliśmy były bardzo zmienne. Dodatnia temperatura powodowała, że na dole szlaki były suche lub miejscami błotniste, po środku błoto zamieniało się w lód a na grzbietach i szczytach było sporo śniegu. Pierwsze kilometry były bardzo przyjemne. W bucie biegło się komfortowo, po kilku kilometrach musiałem poprawić wiązanie, które nieco się poluzowało.

Buty oferują sporą ilość miejsca w przedniej części. Nie jestem fanem zbyt wąskich butów, tutaj nawet po długim treningu, kiedy stopa spuchła czułem się nadal komfortowo. Amortyzacja w tych butach jest na bardzo wysokim poziomie. Nie możemy tego porównać do żadnego innego buta od Salomona.
Wysoka pianka, która na początku budziła mieszane uczucia powoduje, że but zachowuje się bardzo pewnie i stabilnie na nierównym podłożu. Tutaj też mała uwaga – osoby które mają problemy z otarciami pod kostkami w innych butach na pewno nie polubią się z tym modelem. Ja to lekko wyczuwałem, natomiast nie powodowało to u mnie jakichś otarć czy odgnieceń. To co zasługuje na wyróżnienie do podeszwa buta. Pomimo niewielkiego bieżnika, te kołki są rozstawione w przemyślany sposób. But zachowuje bardzo dobrą przyczepność zarówno na błocie jak i śniegu a co najważniejsze świetnie się sam oczyszcza i podeszwa nie zakleja się błotem.
Pomimo, że to był mój pierwszy trening nie miałem obaw, żeby puścić nogę na zbiegu. Trening zaliczam do bardzo udanych, pomimo przemoczonych stóp, po biegu wyglądały one jak nowe. Rzeczy, które mi przeszkadzały to przede wszystkim wiązanie, które musiałem dwa razy poprawiać i waga buta, którą było czuć zwłaszcza po namoczeniu. Ostatnia rzecz to było mrowienie w palcach, które pojawiło się pod koniec długiego, godzinnego podbiegu. Do tej pory nie wiem czym to było spowodowane bo później już się nie powtórzyło.

Kolejne treningi były w naszym Krakowskim Lesie Wolskim. Warunki idealne, ścieżki ubite, zero błota – nuda. Taki teren pozwolił mi na sprawdzenie czy te buty nadają się do ścigania. Odpowiedź jest prosta – nie, nie nadają się do ścigania na dystansach krótkich. Pomimo tego, że pianka jest dość responsywna daleko im do modeli pokroju Hoka Tecton X3 czy Adidas Terrex Speed Ultra, która na krótkich dystansach sprawdzą się lepiej. Jeżeli chodzi o S/Lab Ultra Glide to będą one świetnym wyborem na dystanse długie/ultra, gdzie poza responsywnością kluczowy jest dla nas komfort.
A skoro nie nadają się do szybkiego biegania to padło na long run czyli moją ulubioną jednostkę treningową w górach. Nagły atak zimy, świeży śnieg i słoneczny wolny dzień – nie można zmarnować takiej okazji. W planie 53km po pięknych szlakach Beskidu Makowskiego. Trening nie zaczął się zbyt dobrze bo już na 7 kilometrze przebiegając po zamarzniętym bajorze na szlaku zarwał się lód i wpadłem po kostki do wody całkowicie przemaczając buty. -8 stopni, stopy całe mokre a przede mną jeszcze prawie 5 godzin treningu. Lecimy dalej.
Na szczęście buty bardzo dobrze odprowadzają wodę i już po kilku kilometrach odzyskałem czucie w palcach. Pojawił się natomiast problem, który notorycznie pojawia się w butach Salomona – po namoczeniu wkładka lubi się przesuwać/podwijać/marszczyć wewnątrz buta. Poza tym problemy, które pojawiły się na pierwszym treningu nie powtórzyły się ponownie. Tak naprawdę tylko raz musiałem poprawić wiązanie w ciągu prawie 6 godzinnego biegu.
Czy ta nowa technologia działa? Działa. Jak na tyle czasu spędzone w górach, zrobione +/-2500m w pionie w ogóle nie czułem zmęczenia. Zarówno stopy jak i mięśnie były w bardzo dobrej kondycji. Stopa jest naprawdę bardzo dobrze chroniona w tych butach. Solidny gumowy otok w przedniej części plus duża ilość pianki po bokach powodują, że czułem się dużo pewniej zwłaszcza w bardziej technicznym terenie. Nie raz zdarzyło mi się zahaczyć o gałąź czy uderzyć w kamień i w ogóle nie odczułem tego na stopie.

Podsumowanie
Według mnie Salomon S/Lab Ultra Glide, to duży krok naprzód jeżeli chodzi o rewolucję w biegach ultra wśród butów tej marki. Chociaż w nazwie ma S/Lab to wydaje mi się, że czołowi zawodnicy i tak częściej będą wybierać model S/Lab Genesis na swoje starty, a ten model skierowany jest do normalnych biegaczy górskich. Nie jest idealny, ma mnóstwo zalet, które zdecydowanie przeważają nad jego wadami.
Dla mnie będzie to model przede wszystkim na długie treningi. Niestety jego waga i przeciętna dynamika dyskwalifikują go jako buta startowego. Myślę, że znajdzie się duże grono biegaczy amatorów, którzy go pokochają. Niewątpliwie jest to jeden z bardziej wygodnych butów dostępnych na rynku. Dla osoby, która nie biegnie na limit a jest na mecie zazwyczaj w pierwszej połowie stawki może to być bardzo ciekawa propozycja.
Moim zdaniem jest on świetną alternatywą dla butów Hoka Mafate Speed 4 czy Asics Trabuco Max 4. Miejmy nadzieję, że buty pozytywnie zaskoczą jakością i trwałością bo jak na razie nie ma najmniejszych śladów zużycia.
Mateusz, Sklep Biegacza Kraków