Recenzja Sense Ride 4 – uniwersalność od marki Salomon
Salomon Sense Ride reklamowany jest jako but do wszystkiego i na każde nawierzchnie. I choć niekoniecznie się z tym zgodzę, to do 3. odsłony tego modelu często wracałam. Przyznam też, że im częściej zabierałam je na wspólne kilometry, zarówno biegowe, jak i trekkingowe, tym bardziej lubiłam. Na dodatek "3" zachwyciła swoją wytrzymałością, mimo eksploatowania w różnych warunkach, również tych bardziej wymagających, przebiegu dobrze ponad tysiąca kilometrów, trzymają się dobrze, poza utraceniem już nieco bieżnika w przodostopiu i lekkim przetarciem w okolicy kostki, ale tu im w tym sama pomogłam ;).
Pojawienie się 4. wersji nie było więc zaskoczeniem, raczej zaciekawieniem co jeszcze marka postanowiła w tym modelu usprawnić i czy czasem czegoś nie popsuła przy tym.
Pierwsze wrażenie
Po wyciągnięciu butów z pudełka od razu ma się wrażenie, że zmiany wydają się być raczej kosmetyczne. Producenci jednak już wielokrotnie przekonywali, że nawet z pozoru drobiazgi dla kogoś mogą mieć większe znaczenie. Jeśli weźmiemy pod uwagę dostępną kolorystykę, to sama żartowałam, że pobawmy się teraz w znajdź różnicę. Oczywiście pomijając to, że moje Sense Ride 3 już do najczystszych nie należą (na szczęścią zimą można je było nieco uprać w śniegu). Są też już nieco uklepane, ale zestawiając je z "4", sądziłam nawet, że pod tym kątem różnica będzie bardziej wyczuwalna.

Salomon Sense Ride 3 vs. Sense Ride 4
Dla mnie Sense Ride 3 to był taki trochę model głównie "weekendowy" tzn. jeżeli w planie miałam wypad na weekend do lasu, zazwyczaj w Bory Tucholskie, a ilość zabieranego bagażu należało mocno ograniczyć w zależności od środka transportu, a tym samym zabrać tylko jedną parę butów, to niemal zawsze były to właśnie Sense Ride. Głównie za sprawą jego uniwersalności. Zabierałam je też czasami na 10-15 km bieganie po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.
Z jednej strony nie jest to dla mnie model nad którym można by krzyczeć z zachwytu, ale z drugiej to buty, którym można zaufać. Toteż nie miałam żadnych obaw i w ciemno założyłam najnowszą odsłonę świeżo z pudełka na kolejny weekend w terenie.
W "4" miałam okazję biegać przez ostatnie 3-tygodnie. Z pozoru niewiele, ale w tym czasie wspólny kilometraż przekroczył liczbę 150, głównie po ścieżkach w Borach Tucholskich, Trójmiejskim Parku Krajobrazowym i po terenach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Zanotowały też start w imprezie na orientację (Prolog Ekstremalnego Rajdu na Orientację Harpagan) na dystansie TP50 w wersji nocnej, gdzie ostatecznie pokonałam 58,5 km. Czy zmieniły się moje wrażenia związane z modelem?
Sense Ride 4. Co w nim się kryje?
Salomon Sense Ride zadebiutował w 2017 r. Była to odpowiedź na prośby samych biegaczy, aby stworzyć produkt dostępny i dla mniej doświadczonych zawodników, takich, dla których wąskie dopasowanie i niezbyt wysoka amortyzacja linii produktów S/Lab była nieodpowiednia. Zarazem jednak poszukiwali podobnej zwinności i uniwersalności na szlakach. Stąd też Sense Ride to jeden z szerszych modeli w ofercie Salomona (na ten moment).
Co znajdziemy w kluczowym elemencie - podeszwie środkowej? Ci którzy znajdą edycję "3", mogą pominąć ten fragment. Tu nie zmieniło się absolutnie nic. Za amortyzację odpowiada wciąż system Opti-vibe, który zadebiutował w ubiegłym roku, początkowo w modelach asfaltowych - serii Sonic. Jest to unikalna kombinacja pianek, jak określa ją sama marka – jedna do tłumienia wstrząsów, a druga niejako do „napędzania”. Salomon twierdzi, że konstrukcja ma na celu zminimalizowanie wibracji na każdym kroku, a tym samym zmniejszenie zmęczenia w porównaniu z tradycyjnymi konstrukcjami podeszwy środkowej.
Pozostał 8 mm drop przy wysokościach 26-18 mm. W kwestii wysokości podeszwy można się nieco pogubić, zazwyczaj w Internecie, w tym również na oficjalnej stronie Salomona podane są inne wartości, postanowiłam tę kwestię zweryfikować u źródła. Ostateczne wartości to dokładnie tyle co m.in. Brooks Cascadia. Choć dla mnie osobiście Sense Ride lepiej leżą na stopie, zapewniają lepsze dopasowanie pod kątem cholewki, stopa nie przesuwa się. Warto pamiętać, że to subiektywne odczucie. W tej grupie butów biegowych z kategorii: wszechstronność i amortyzacja znajdziemy zresztą sporą ofertę na rynku (przykłady w tabeli poniżej).
|
Model |
Waga |
Drop |
Wysokość podeszwy |
|
290 g (M) 235 g (K) |
8 mm |
26/18 mm |
|
|
279 g (M) 229 g (K) |
5 mm |
29-24 mm (M) 26-21 mm (K) |
|
|
312 g (M) |
8 mm |
26-18 mm |
|
|
316 g (M) 278 g (K) |
6 mm |
31-25 mm |
|
|
298g (M) 255 g (K) |
8 mm |
30-22 mm |
|
|
337 g (M) 280 g (K) |
8 mm |
34-26 mm |
Z jednej strony Sense Ride 4 to model, który cechuje się zrównoważoną amortyzacją, czymś pomiędzy miękkością a reaktywnością. Dużą, gdy weźmiemy pod uwagę ofertę produktów Salomona, co nie jest jednoznaczne z innymi modelami dostępnymi na rynku.
Jeżeli szukamy dużej, pluszowej wręcz miękkości, to tu jej nie zaznamy. Jest miękko, na tyle, że czuć efekt pianki, ale jednocześnie bez „zatapiania się stopy w miękkości”. Co ma też swoje zalety, gdy chcemy w modelu wykonać i bardziej dynamiczne jednostki. Zdecydowanie bardziej miękko jest pod piętą. Jak dla mnie idealne dystanse na bieganie w tym modelu to takie do 30 km, zwłaszcza, jeśli wcześniej naszymi ulubieńcami na długie wybiegania były też "trailove kapcie" typu Hoka Challenger czy New Balance Hierro.
Choć podczas startu w rajdzie na orientację nie odczuwałam żadnego wielkiego dyskomfortu, nie miałam problemu z żadnym bólem czy pęcherzami (mimo zmiennych warunków pogodowych, w tym opadu gradu), to po ok. 6h zmagań (na zmęczeniu, start bez snu w piątkowy wieczór po pracy) po prostu preferowałabym nieco większą miękkość w przodostopiu, zwłaszcza, przebiegając przez odcinek z licznymi kamieniami. To wówczas zaczynałam je odczuwać najbardziej, mimo, że takich fragmentów nie brakowało i na wcześniejszych etapach.
Oczywiście mamy tu niezmiennie technologię Profeel Film, której celem jest właśnie zabezpieczenie stopy przed skałami i ostrymi nawierzchniami. To specjalna wkładka TPU zastosowana w przedniej części, która zapewnia ochronę na nierównościach. Co nie oznacza, że tracimy czucie podłoże. Czujemy, ale nie musimy się bać o skaleczenia. Technologia ta odpowiada też za stabilność przetaczania stopy w trudnym terenie, zapewniając optymalne usztywnienie konstrukcji na całej jego długości. Dodatkowy komfort gwarantuje wkładka Ortholite.

Przyczepność
Pod kątem podeszwy zewnętrznej też bez zmian. Niezmiennie mamy tu podeszwę Contrarip MA, która nie jest zbyt agresywna, stawia na wszechstronność. Wzór bieżnika ma liczne wypustki, w większości w kształcie rombów, które mają ok. 3,5 mm wysokości i są dość miękkie. Niewiele się po nim oczekuje patrząc na taki układ, ale ten potrafi zaskoczyć - pozytywnie. Radzi sobie nie tylko na utwardzonych ścieżkach leśnych czy nawet asfaltowych, lekki piach też nie stanowi dla niego problemu.
Dobrze trzyma się na skale, również na mokrej, choć przyznam, mokrą skałę sprawdzałam raczej w spacerowym tempie, zachowując ostrożność. Tak jak i wersja "3" ma jednak problemy z bardziej grząskim terenem. Tu raczej zaskoczenia nie ma. Kołki nie są na tyle agresywne i choć są nieco szerzej rozmieszczone, to jednak błoto lubi przylegać pomiędzy. Nieco gorzej bywa też na mokrym mchu z mieszanką liści. Akurat podczas startu w Harpaganie złapała nas ulewa, a i wszystkich miłośników biegów na orientację, raczej nie zdziwi, że czasem, by znaleźć punkt trzeba się bardziej zapuścić w głąb lasu.
Zmieniona cholewka
Cholewka to kluczowa zmiana 4. odsłony. Wydaje się być nieco bardziej opływowa. Jest jakby przyjemniejsza, bardziej miękka, zarazem nie straciła na wytrzymałości, patrząc z perspektywy różnych zabaw na skałach. Cholewka w połączeniu z systemem EndoFit™ i technologią Sensifit otula stopę, chroni przed wpadaniem do środku leśnych niespodzianek, ale i w miarę sprawnie można usunąć z niej brud i zanieczyszczenia.
Endofit to swego rodzaju zastosowana wewnątrz obuwia „skarpeta”, która dobrze trzyma stopę, zapobiegając jej przesuwaniu. Stopa trzymana jest w śródstopiu, ale zarazem zapewniona została przestrzeń w przodostopiu. Na ten moment nie mam zastrzeżeń do oddychalności, ale dotąd dużych upałów nie było, za to towarzyszyły wyjątkowo często chłodniejsze warunki.
Znajdziemy tu też wiązania Quicklace, które jest już charakterystyczną cechą marki. W przypadku jednak mocniejszego ściągnięcia, trzeba nieco bardziej wyciągnąć język, by mieć łatwy dostęp do kieszonki na schowanie nadmiaru wiązania.
Zmiana zauważalna jest również przy zapiętku. Nie znajdziemy tu klasycznego w pełni wyścielanego kołnierza, a wyściółkę z poziomej linii po obu stronach kostki. Zapewnia dobre trzymanie. Lekko zmienił się też kształt ochraniacza przy palcach, ale wydaje się, że materiał i grubość pozostały.
Na ten moment testowania, z perspektywy dwóch ulew na trasach, można przypuszczać, że cholewka nieco szybciej schnie w porównaniu z poprzednią odsłoną, choć biorąc pod uwagę krótki czas testowania, może to być złudne wrażenie.
Salomon Sense Ride 4. Dla kogo?
Salomon Sense Ride 4 można uznać za najbardziej uniwersalne buty francuskiej marki. Przeznaczeniem skierowane są do szerokiego grona biegaczy, ale i nie tylko. Dobrze sprawdzą się również podczas trekkingu dla poszukujących nieco lżejszego obuwia. Stanowią wyważone połączenie komfortu, stabilności i ochrony. To model, który cenić mogą początkujący biegacze, którzy poszukują jednego modelu o jak najbardziej szerokim zastosowaniu. Nie szukają mocno specjalistycznego modelu treningowego.
Ale to model nie tylko dla rozpoczynających trailową przygodę. Nie bez powodu Sense Ride to również jeden z ulubionych modeli treningowych samego Kiliana Jorneta. Waga Kiliana (poniżej 60 kg) i doświadczenie sprawiają, że może być to dla niego dobra alternatywa nawet na najdłuższe odcinki. Dla cięższych zawodników będzie to model dobry do codziennych treningów, niekoniecznie najdłuższych wybiegań, tu może zabraknąć nieco odczucia miękkości, zwłaszcza jeśli taką preferujemy. Osobom biegającym bardziej ze śródstopia na dłuższej trasie może brakować amortyzacji zwłaszcza w przodostopiu, odczuwa się ją wyraźnie bardziej na pięcie.
Sense Ride wydaje się być butem "bez fajerwerków" - płytek karbonowych, mocno zaawansowanych lekkich pianek o których coraz głośniej na rynku. Potrafi zachwycić jednak swoją prostotą. To model trochę z cyklu - gdy nie wiesz co wybrać w teren z uwagi na różnorodność - postaw na Sense Ride.
Agata Masiulaniec
Sklep Biegacza

