Recenzja butów startowych Salomon S/lab Phantasm 3
Istnieją modele butów startowych, na które warto czekać nawet rok. Czy tak jest również w przypadku Salomon S/Lab Phantasm 3? Specjalnie dla Was, nasz ekspert Daniel, na co dzień będący doradcą w Sklepie Biegacza w Gdańsku, sprawdził najnowszą propozycję tych niezwykłych startówek od Salomon. Jak się działały w praktyce na szybkich treningach i podczas wyścigu? Dowiedzcie się tego!
Test butów Salomon S/Lab Phantasm 3
Salomon S/Lab Phantasm 3 to dla mnie jeden z najciekawszych powrotów ostatnich lat w świecie szybkich butów startowych. Salomon po roku przerwy znów wchodzi do gry z karbonową „wyścigówką” i nie ukrywam, że moje oczekiwania były spore. Miałem okazję testować drugą edycję, z której byłem bardzo zadowolony, pobiłem w nich kilka życiówek, dlatego liczyłem, że „trójka” nie tylko utrzyma poziom, ale zrobi kolejny krok do przodu.
Powrót do gry w wielkim stylu
Rynek superszybkich butów nie wybacza stagnacji. Buty muszą się wyróżniać, zaciekawić klienta. Konkurencja nie śpi, a każda marka co sezon podnosi poprzeczkę. Tym bardziej ciekawiło mnie, jak Salomon wykorzystał roczną przerwę. Już po pierwszych kilometrach czuć, że to dopracowana konstrukcja: dynamiczna, sprężysta i bardzo „wyścigowa” w charakterze. But od pierwszego kontaktu sprawia wrażenie zwartego, precyzyjnego narzędzia do biegania szybko. Nie jest to miękka kanapa do spokojnych rozbiegań, tylko sprzęt stworzony z myślą o konkretnym celu: tempie, ściganiu i biciu życiówek.
Co nowego technicznie w Phantasm 3?
W Salomon S/Lab Phantasm 3 jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jest bezszwowa cholewka typu „cache-coeur”, która zakrywa sznurowadła i tworzy jednolitą, gładką powierzchnię od palców aż po okolice kostki. To nie jest zabieg estetyczny, a raczej czysta inżynieria podporządkowana prędkości. Celem tej konstrukcji jest realna redukcja oporu powietrza. Salomon deklaruje, że dzięki testom w tunelu aerodynamicznym udało się zmniejszyć opór nawet o około 28% względem poprzedniej wersji. Przy tempach startowych różnice, które wydają się marginalne na papierze, zaczynają mieć znaczenie, szczególnie na długich dystansach półmaratonu i maratonu, gdzie każdy detal wpływa na ekonomię biegu. Co ciekawe, to rozwiązanie powstało we współpracy z Swiss Side firmą, która specjalizuje się w aerodynamice i ma doświadczenie również w projektach związanych z Formula 1. I szczerze? Coś w tym jest. Kiedy rozpędzasz się w tych butach i czujesz, jak but naturalnie „toczy się” do przodu, naprawdę można powiedzieć, że czujesz się jak w bolidzie. Sama cholewka jest cienka, bardzo lekka i dobrze dopasowuje się do stopy, tworząc efekt drugiej skóry. Nie ma tu zbędnych przeszyć ani nadmiaru materiału. Wszystko jest podporządkowane minimalizmowi i wydajności. To sprawia, że stopa jest dobrze „zamknięta” w bucie, a jednocześnie nie odczuwa się nadmiernego ucisku. Minus, którego się dopatrzyłem w cholewce, to cięższe dostanie się do sznurówek. Zawiązanie butów trwa trochę dłużej, trzeba najpierw dobrać się do systemu wiązania, poprawić kołnierzyk, wszystko dobrze ułożyć. Jeśli nie mamy wprawy, zajmuje to chwilę. Na szczęście nie jest to duży problem, po kilku próbach wchodzi w nawyk.

Nowy model wyraźnie robi postęp pod stopą. Co ciekawe, mimo że waga spadła o około 10% względem poprzedniej generacji, podeszwa środkowa sprawia wrażenie bardziej „mięsistej” i sprężystej. W Salomon S/Lab Phantasm 3 czuć, że każdy gram został zoptymalizowany, nie przez odejmowanie materiału kosztem komfortu, ale dzięki zastosowaniu nowocześniejszych rozwiązań. Kluczową rolę odgrywa tutaj nowa generacja pianki optiFOAM+ opartej na tworzywie PEBA. Ten materiał jest lżejszy, bardziej elastyczny i przede wszystkim lepiej oddaje energię przy wybiciu. W praktyce oznacza to, że przy szybkich odcinkach but nie „zjada” energii, tylko ją kumuluje i oddaje w momencie przetoczenia. Przy szybszym biegu wyraźnie czuć sprężystość pod śródstopiem, krok staje się bardziej dynamiczny, a noga szybciej wraca do fazy lotu.
Jednocześnie zwiększono wysokość podeszwy do 39 mm w pięcie i 33 mm w przedniej części stopy, co pozwala maksymalnie wykorzystać limit 40 mm dopuszczony przez World Athletics. Większa ilość pianki przekłada się na lepszą ochronę mięśni przy dłuższych jednostkach, ale bez utraty czucia podłoża. To wciąż but wyścigowy, a nie miękka platforma do spokojnego biegania. Bardzo ważnym elementem jest również pełnowymiarowa karbonowa płytka EnergyBlade o charakterystycznym, „łyżkowym” kształcie. Jej profil nie jest całkowicie płaski, została wygięta tak, aby współpracować z naturalną biomechaniką przetoczenia stopy. Dzięki temu przy odbiciu pojawia się wyraźny efekt dźwigni, który pomaga utrzymać rytm biegu, zwłaszcza gdy zaczyna pojawiać się zmęczenie. Dopełnieniem całości jest bardziej agresywna geometria rockera. Krzywizna podeszwy została zaprojektowana tak, aby ruch przetoczenia był płynny i szybki, niemal automatyczny. Przy tempie startowym nie trzeba „walczyć” z butem, on sam prowadzi stopę do przodu, lekko wspierając wybicie i skracając czas kontaktu z podłożem. W efekcie bieganie w nim daje wrażenie ciągłego, dynamicznego toczenia się do przodu, co przy mocnych jednostkach naprawdę robi różnicę.
W Salomon S/Lab Phantasm 3 za kontakt z podłożem odpowiada autorska guma Contagrip, którą marka od lat rozwija w swoich modelach terenowych i asfaltowych. W wersji zastosowanej tutaj mamy do czynienia z odmianą zoptymalizowaną pod szybkie bieganie po twardych nawierzchniach. Bieżnik jest delikatny, niski i zaprojektowany głównie z myślą o asfalcie, nie znajdziemy tu agresywnych wypustek czy głębokich nacięć, bo to nie jest but na trail ani na zimowe warunki. Co istotne, guma nie pokrywa całej powierzchni podeszwy. To celowy zabieg, który stosuje większość nowoczesnych „super butów”. Ograniczenie ilości gumy pozwala zmniejszyć wagę i odsłonić bardziej sprężystą piankę, co pozytywnie wpływa na dynamikę. W Phantasm 3 newralgiczne strefy, a przede wszystkim przodostopie i zewnętrzna część pięty są odpowiednio zabezpieczone, dzięki czemu but zachowuje trwałość i przyczepność tam, gdzie jest to najbardziej potrzebne przy szybkim biegu.

Treningi jakościowe
W Phantasm 3 zrobiłem kilka naprawdę mocnych jednostek i właśnie wtedy ten model pokazał swój potencjał:
Odcinki 1600 m w tempie 3:05 min/km – but świetnie trzyma rytm, bardzo dobrze „oddaje” energię przy wybiciu. Przy tym tempie czuć wyraźnie, jak konstrukcja pcha do przodu i pomaga utrzymać ekonomię kroku.
6 × 2 km w tempie 3:00 min/km – tutaj dynamika i stabilność grają pierwsze skrzypce. Nawet przy narastającym zmęczeniu but nie traci swojej sprężystości.
Bieg długi 26 km w tempie 3:30 min/km – to był dla mnie kluczowy test. But poradził sobie z dłuższym wysiłkiem bardzo dobrze. Amortyzacja jest wystarczająca, by nogi nie były „zajechane” po mocnym long runie.
Start na 10 km
Tak bardzo spodobała mi się trzecia edycja, że postanowiłem wybrać ją jako swoją „broń” na zawody. Wybór padł na dystans 10 km – udało się uzyskać 32:24.
Warunki tego dnia były jednak tragiczne. Na czystym asfalcie buty spisywały się znakomicie, czuć było wyraźne „pchanie” do przodu, dynamikę i świetne przetoczenie. Niestety, gdy na trasie pojawiał się śnieg, przyczepność wyraźnie spadała. Buty mocno się ślizgały, co utrudniało utrzymanie tempa.
Nie ma się jednak co temu dziwić, to model stricte startowy na twarde nawierzchnie. Salomon ma w swoim repertuarze inne modele dedykowane na śliskie czy zimowe warunki. Phantasm 3 nie udaje buta na wszystko, jest to wyścigówka na asfalt i tam czuje się najlepiej.

Podsumowanie - kiedy sprawdzą się Salomon S/LAB Phantasm 3?
Salomon wrócił do segmentu szybkich butów w naprawdę mocnym stylu, a Salomon S/Lab Phantasm 3 jest tego najlepszym potwierdzeniem. To model wyraźnie nastawiony na prędkość: dynamiczny i agresywny. Już od pierwszych szybszych kroków czuć, że to nie jest but do spokojnego klepania kilometrów, lecz narzędzie stworzone do biegania szybko i konkretnie. Dla mnie to bardzo dobre buty, które podczas treningów dawały mnóstwo radości i realne wsparcie przy szybkich jednostkach. Każdy mocny akcent w nich był po prostu przyjemny, a to w świecie wymagających, karbonowych modeli wcale nie jest oczywiste. Jeśli ktoś szuka wyścigowej maszyny, która łączy dynamikę, nowoczesną technologię i prawdziwe „race feel”, zdecydowanie warto dać im szansę. Ja już wiem, że to jeden z ciekawszych modeli, w jakich biegałem w ostatnim czasie i taki, po który bez wahania sięgnąłbym ponownie na linię startu.
Daniel, Sklep Biegacza Gdańsk