Recenzja adidas Adizero Boston 13 – znany i lubiany
Historia modelu Boston zaczęła się w 1982 r., kiedy to adidas zaprezentował model do codziennych treningów. W 2008 r., podczas Berlin Marathon, odbyła się bardzo udana premiera linii butów startowych – Adizero. Udana, ponieważ to Haile Gebrselassie, biegnąc w tych butach, przekroczył linię mety jako pierwszy. Dwa lata później Boston dołączył do rodziny Adizero. Wszystkie edycje aż do dziewiątej odsłony były wówczas lubiane zarówno przez biegaczy amatorów, jak i profesjonalistów.
Wraz z modelem Boston 10 nadeszły bardzo duże zmiany, które były dla nas sporym zaskoczeniem. Wtedy zastanawialiśmy się nawet, czy nowy model nadal powinien nazywać się Boston. Wysoka podeszwa, spora dawka amortyzacji – to było coś, co wyróżniało go na tle jego poprzedników. Z perspektywy czasu był to dla mnie najlepszy model z „nowej generacji” – aż do Bostona 13.
W „jedenastce” występowała wadliwa konstrukcja cholewki, która bardzo szybko pękała, natomiast „dwunastka” miała tak zbudowany zapiętek, że nie byłem w stanie w nich biegać – każdy trening kończył się ranami na ścięgnach Achillesa, bez względu na użyte skarpety. W tej recenzji opiszę Wam, co się zmieniło w nowej wersji i czy były to zmiany, jakich oczekiwałem.

Pierwsze wrażenia
Moja pierwsza styczność z tym modelem miała miejsce na kilka tygodni przed jego oficjalną premierą – podczas szkolenia dla Sklepu Biegacza organizowanego przez adidas. Mieliśmy czas, żeby zapoznać się z nim zarówno od strony technicznej, jak i praktycznej.
Na pierwszy rzut oka but jest bardzo podobny do poprzedniej wersji. To, co od razu przykuło moją uwagę, to zapiętek – jest teraz wykończony klasyczną gąbką, natomiast nie ma jej przesadnie dużo, więc nadal widać, że mamy do czynienia z butem treningowo-startowym.
Podczas zakładania na stopę czuć również zmianę, jeżeli chodzi o materiał cholewki. Wydaje się być nieco bardziej elastyczny niż ten w Boston 12 i lepiej otula stopę.

Rozmiarówka pozostała taka sama – nadal trzeba wybierać o pół rozmiaru mniejsze niż standardowo. Pierwsze wrażenie podczas stawiania kroków jest bardzo znajome, może tylko w przedniej części odczuwalna jest większa miękkość w porównaniu do poprzednika.
Mieliśmy możliwość zobaczenia buta rozłożonego na części – i faktycznie, widać było, że w nowej wersji użyto nieco więcej pianki Lightstrike Pro. Nowy model jest też delikatnie lżejszy – teraz waży 260 g. Może to być wynikiem zmniejszenia ilości gumy Continental – występuje ona teraz tylko w formie małego placka pod przodostopiem, natomiast na pozostałej powierzchni zastosowano lżejszą gumę Lighttraxion.
Zaszła również niewielka zmiana w kształcie Energy Rods – czyli prętów odpowiadających za poprawę dynamiki. Zostały one nieco spłaszczone i poszerzone w okolicy śródstopia, co powinno wpłynąć na poprawę stabilności buta. Ma to znaczenie szczególnie dla osób używających tego modelu na co dzień, treningowo, przy mniejszych prędkościach.
Podeszwa buta obniżyła się pod piętą o 1 mm – teraz ma 36 mm, a drop wynosi 6 mm.
Teoria a praktyka
Pierwsze przebiegnięte kilometry były bardzo spokojne – zrobiliśmy sobie krótki rozruch w tempie około 5 min/km.
W trakcie biegu miękkość, która była wyczuwalna na początku, nieco zanikała i but sprawiał wrażenie nieco twardszego, przypominając swojego poprzednika. Przy spokojniejszym tempie but wydawał się być trochę nijaki.
Zaliczyliśmy też dwa żwawe kółka na stadionie. Wyczuwalna była duża responsywność oraz dynamika – choć te odczucia mogły być nieco zakłamane, ponieważ bieg odbywał się na tartanie.
Jeszcze tego samego dnia wieczorem zabrałem Bostony na trening 12 km w tempie około 4:00–4:10 min/km, z kilometrowymi wstawkami po 3:35 min/km. Przy takich prędkościach od razu czuć, że but wyraźnie pomaga – i nie mamy tutaj do czynienia ze zwykłą treningówką. Zwrot energii jest duży, nie ma uczucia zapadania się stopy w piance, a sztywność buta sprawia, że każdy krok stawiamy bardzo pewnie, bez obaw o wykręcenie stopy.

Najwięcej radości sprawiło mi to, że w końcu nie odczuwałem żadnego dyskomfortu przy ścięgnie Achillesa. Aktualna wersja cholewki buta to, moim zdaniem, jego największa zaleta – jest lekka, bardzo przewiewna, przyjemnie otula stopę, czyli zupełne przeciwieństwo poprzedniej wersji, która była dość sztywna i surowa.
Jak dotąd but testowałem tylko przy dobrej pogodzie, więc nie wiem jeszcze, jak zmniejszenie ilości gumy Continental wpłynie na przyczepność w trudniejszych warunkach.
adidas Boston 13 sprawdziłem również podczas ITMBW w Krakowie na dystansie 5 km. Chciałem zobaczyć, jak realnie przełoży się to na wynik. Tempo zakładane na start wynosiło około 3:35 min/km. Bez większego problemu udało mi się je utrzymać przez pierwsze 4 km, a ostatni przebiegłem mocniej – 3:19 min/km. Normalnie, podczas biegów górskich, praktycznie nie osiągam takich prędkości – mimo to nie miałem problemu, by się tak rozpędzić.
Na jeden z treningów wybrałem się z kolegą, który zabrał ze sobą model adidas Adizero Evo SL. Ponieważ mamy ten sam rozmiar, a kolega chciał spróbować nowego Bostona, wymieniliśmy się butami na kilka kilometrów.
Zarówno jeden, jak i drugi model to propozycje treningowo-startowe, ale ich różnice dostrzegłem dopiero, biegając w nich na zmianę. Evo SL jest lżejszy, znacznie mocniej amortyzowany i bardzo komfortowy przy nieco niższych tempach. Przy prędkościach poniżej 3:30 min/km czuć, jak stopa mocno „tonie” w piance i trzeba włożyć dużo więcej siły. Brakuje mu stabilizacji i mocnego trzymania stopy.
Po ponownej zmianie na Bostona miałem wrażenie, jakbym przyczepił sobie do stopy kawałek drewna, lecz po kilku kilometrach to wrażenie zanikło.
Podsumowanie
Nowy Boston 13 to, moim zdaniem, idealna propozycja dla biegaczy szukających szybkiego buta na treningi i zawody, który charakteryzuje się dużym zwrotem energii i dobrą stabilizacją. Najlepiej odnajdą się w nim osoby o wadze do 80 kg.
To bardzo ciekawa propozycja dla tych, którzy nie chcą inwestować w drogie buty z karbonem. Biegacze szukający większej amortyzacji i komfortu powinni raczej kierować się w stronę modelu Adizero Evo SL.
Dla mnie adidas Boston 13 będzie butem głównie treningowym – na dystanse do 20–25 kilometrów (na zawody mam Adios Pro 4). Na dłuższe rozbiegania jest dla mnie nieco za twardy.
Mateusz, Sklep Biegacza Kraków