,,Nie jest tak łatwo, jak czasami to widać w telewizji" - wywiad z Anetą Lemiesz o roli pacemakera
Utrzymanie równego tempa od startu do mety, niezależnie od dystansu, to bardzo trudne zadanie, a przekonał się o tym chyba każdy, kto choć raz próbował tego dokonać. Jak często, rozmawiając z biegaczami na mecie, słyszy się że ,,do połowy wszystko szło zgodnie z planem, a potem…”, no właśnie, nie wiadomo co się stało. Najczęściej po prostu zabrakło sił, bo początek był zbyt szybki. Dlatego, aby pomóc biegaczom uniknąć takiego błędu i wesprzeć ich w drodze po upragniony rezultat, podczas większości biegów masowych mogą oni liczyć na pomoc, tzw. pacemakerów (inaczej zwanych zającami), czyli osób dyktujących tempo. Ich zadaniem jest biec równo i doprowadzić biegaczy do mety lub pewnego odcinka trasy, w wyznaczonym czasie.
Jednak nie tylko amatorzy podczas biegów ulicznych korzystają z pomocy ,,zająców”. W zawodowym sporcie pacemakerzy również są obecni i jest to bardzo ważna i ceniona rola, ponieważ w dużej mierze, to dzięki nim padają kolejne rekordy.
Jak to jest prowadzić zawodników i biec na czele stawki ze świadomością, że walczy się o wynik nie dla siebie samego, a dla innych? Z pewnością zadanie to wymaga ogromnej odpowiedzialności, samodyscypliny i odporności na stres. Takie cechy posiada Aneta Lemiesz, która od lat jest znaną i cenioną na całym świecie pacemakerką. W swojej karierze prowadziła biegi na wielu prestiżowych mitingach i przyczyniała się do sukcesów zawodniczek z całego świata. Pomagała w walce o rekord m.in. Sifan Hassan, czy też Keely Hodgkinson.

Jednak Aneta poza sukcesami innych, rekordy ma też na własnym koncie i wciąż jest aktywną zawodniczką. Specjalizuje się w biegach na 400m i 800m. W 2000 r. została wicemistrzynią świata juniorów na 400m. Obecnie startuje w zawodach w kategorii masters (powyżej 35 lat), podczas których odnosi liczne sukcesy, m.in. została halową mistrzynią świata na 400m i 800m oraz kilkakrotnie poprawiała halowy rekord świata na 400m w swojej kategorii wiekowej.
Jak to się stało, że została pacemakerką? Czy większą presję odczuwa, gdy startuje na swój wynik, czy prowadząc inne zawodniczki? Czy bieganie po tylu latach kariery, wciąż sprawia jej radość?
Jako Sklep Biegacza mieliśmy możliwość porozmawiać z Anetą i dowiedzieć się więcej o tym, jak to jest być profesjonalną pacemakerką. Zapraszamy do rozmowy!
Jak zaczęła się Twoja przygoda z prowadzeniem biegów?
Aneta Lemiesz: Wszystko zaczęło się w 2019 roku, kiedy po Halowych Mistrzostwach Świata Masters w Toruniu, na których zdobyłam dwa złote medale, na 400 i 800 metrów, zadzwonił do mnie mój obecny manager, Janusz Szydłowski i zaproponował mi, czy chciałabym trochę, kolokwialnie mówiąc, pobawić się w prowadzenie biegów na mityngach zagranicznych. Zgodziłam się. I tak mniej więcej to wszystko się zaczęło.
Czy większa presja towarzyszy Ci podczas własnych startów, czy prowadzenia biegów?
Aneta Lemiesz: Powiem szczerze, że większą odpowiedzialność za powierzone mi zadanie odczuwam, kiedy startuję na tych najbardziej prestiżowych mityngach zagranicznych. Zdaję sobie sprawę, że celem tego mojego prowadzenia jest to, żeby te dziewczyny, które liczą bardzo na mnie, spełniły swoje zadania. Bo często jest tak, że dziewczyny walczą np. o wskaźnik na Mistrzostwa Świata, Europy czy na Igrzyska Olimpijskie, chcą w rankingu być jak najwyżej, żeby mieć później przepustkę do tych zawodów. Więc dla mnie jest to odpowiedzialność, żeby wypełnić swoje zadanie jak najlepiej.
Teraz, startując dla siebie, nie czuję takiej presji. Bardziej podchodzę do tego, że jest to fajna zabawa, z której mam ogromny fan i którą kontynuuję do dzisiaj. Zdecydowanie większa odpowiedzialność jest prowadząc biegi dla moich koleżanek.
Jak wyglądają przygotowania do takiego biegu, czy wcześniej znasz ustalone tempo?
Aneta Lemiesz: Zawsze jest tak, że jadąc na określone zawody, mam wcześniej informację od swojego managera, że tempo jest takie a nie inne i mam też konkretną informację, dla kogo jest to tempo. Znam wcześniej listę zawodniczek. Przez to, że już w tym byciu pacemakerem trochę siedzę, więc też zawodniczki z zagranicy, czy nasze polskie znam i wiem mniej więcej, czego mogę się spodziewać na biegu. Natomiast informacja wychodzi od organizatora konkretnych zawodów, ale jest to podyktowane najlepszymi zawodniczkami, które w konkretnym biegu biorą udział.
Czasami jeszcze jest też tak, że w dniu zawodów jest delikatna korekta. Czasami może być to, mówiąc kolokwialnie, o pół sekundy wolniejsze lub szybsze zakładane tempo na bieg. Tak to mniej więcej wygląda.
Czy czołowe zawodniczki doceniają pomoc w biegach?
Aneta Lemiesz: Doceniają. Jest to bardzo miłe. Często jest taka sytuacja, że w trakcie np. rozgrzewki już mi dziękują za to, że jestem tutaj z nimi i chcę im pomóc, żeby jak to się mówi, tę przysłowiową cegiełkę dołożyć do ich końcowych wyników. Więc, jest to przyznam się szczerze bardzo miłe i wychodzi to zarówno od tych dziewczyn z zagranicy, jak również od naszych polskich, tych najlepszych dziewczyn. Jest to zawsze takie motywujące, że doceniają ten mój wysiłek, który wkładam, żeby jak najprecyzyjniej poprowadzić i wykonać swoje zadanie najlepiej.
Który bieg jako pacemaker wspominasz najlepiej?
Aneta Lemiesz: Wiele mam takich biegów, które wspominam bardzo dobrze. Cieszę się szczególnie wtedy, kiedy rzeczywiście ten wynik na mecie jest bardzo, bardzo dobry, czyli dziewczyny biją swoje rekordy życiowe. Ale pamiętam, taki pierwszy mój bieg w 2019 roku, kiedy prowadziłam bieg Diamentowej Ligi w Londynie. Tutaj taka świadomość, że jest to Stadion Olimpijski, a nie miałam możliwości wystartować na Igrzyskach Olimpijskich. Łezka się zawsze kręci w oku, kiedy wspominam sobie ten bieg, te tysiące kibiców na trybunach i tą wspaniałą atmosferę, to mam trochę, taki pierwiastek tego mojego występu na Igrzyskach, do którego niestety nie doszło ze względu na kontuzję.
Diamentowa Liga w Londynie 2019. I śmieję się, że często przy jakichś różnych prezentacjach, jak mam swoje wewnętrzne występy, pokazuję właśnie ten jednominutowy mój występ (mam ten bieg nagrany i inne też), bo rzeczywiście wspominam go bardzo fajnie.

Który bieg okazał się dla Ciebie najtrudniejszy?
Aneta Lemiesz: Każdy bieg jest sam w sobie trudny, bo jest to duża odpowiedzialność, żeby dobrze wypełnić swoje zadanie. Wydaje mi się, że im dłużej siedzę w tym środowisku bycia pacemakerem, nie mogę powiedzieć, że jest mi łatwiej. Mam większe doświadczenie i mniej rzeczy może mnie zaskoczyć. Ale pamiętam też, że na początku mojej kariery pacemakera w 2019 roku, również w Anglii, ale w Birmingham, startowałam na ósmym torze razem z zawodniczką, która nadal bardzo szybko biega, Ajeé Wilson ze Stanów Zjednoczonych i zaskoczyło mnie to, że ona wiedząc, że jestem prowadzącą, ścigała się ze mną na pierwszych 200 metrach. Nie chciała absolutnie dopuścić, żebym wyszła na czoło grupy i było to dla mnie takie dziwne zachowanie z jej strony.
Musiałam sobie poradzić. Nie walczyłam z nią. Dopiero po 200 metrach wyszłam na przód. Dziwiłam się samą strategią, bo kiedyś jako zawodniczka biegająca na poziomie 2 minut czy delikatnie poniżej, nauczona byłam trochę inaczej dzielić sobie odpowiednie odcinki na 200 metrów, raczej w miarę te siły zatrzymywać na pierwszych 400 metrach, a dopiero skupiać się na tym drugim okrążeniu. Stąd moje zdziwienie, że w taki, a nie inny sposób rozpoczęła ten bieg.
Czasem są też ciężkie warunki i trzeba sobie z nimi radzić. Nie jest tak łatwo, jak czasami to widać w telewizji.
Skąd bierzesz motywację do ciągłych startów?
Aneta Lemiesz: Dla mnie sport, w tym przypadku bieganie, jest tym co kocham robić. Jest to moja ogromna radość i taki czas trochę dla siebie. W trakcie treningów wykorzystuję go na analizowanie różnych swoich życiowych sytuacji w danym momencie, więc to też dla mnie jest taki odpoczynek dla głowy. Kocham to robić i nie traktuję tego jako coś, co ktoś mi każe. To może też jest taki klucz do sukcesu, że ja to cały czas robię i cały czas mam fun.
Jestem też trenerką, mam swoich podopiecznych i prowadzę treningi w swoim klubie sportowym Lemiesz Team, więc też to jest dla mnie taka motywacja, że nie tylko ja jestem sama dla siebie czynnikiem napędowym, ale również jestem taką motywacją dla swoich podopiecznych, swoich zawodników. I chyba też tak razem, wewnętrznie siebie motywujemy do tego, żeby cały czas mieć z tego frajdę i dalej trenować.
Który dystans jest Twoim ulubionym, 400 metrów czy 800 metrów?
Aneta Lemiesz: Sercem byłam i jest nadal jestem z dystansem 400 metrów, nie wiem jak to będzie dalej w przyszłości. Jako młodziczka czy juniorka, zaczynałam od biegów na 400 metrów. Stąd wicemistrzostwo świata juniorów na 400 metrów. Kocham ten dystans i zawsze będzie numer 1.
Natomiast 800 metrów, później się przedłużyłam i zostało te 800 metrów. Też do tego trenuję, startuję i mam ogromną frajdę. Ale serce zawsze będzie do końca do 400.