Recenzja butów Salomon Sense Ride 3
24 kwietnia 2020
Sense Ride 3 to dość popularny model w ofercie marki Salomon. Sama dotąd nie przywiązywałam jednak do niego większej wagi. Posiadałam model Vario, a obecnie mam i jego następcę - Supercross, który pod kątem przeznaczenia w swojej dość szerokiej kolekcji butów, może trochę na wyrost (ale mam ten komfort, że do zadań specjalnych mogę wybierać z innych), stawiałam w tej samej kategorii – leśno-miejskich szlaków.
Choć konstrukcjami się oczywiście znacząco różnią. Sense bliżej do swego prekursora S/Lab, Supercross to niejako tańsza, mniej agresywna wersja kultowego Speedcross'a, ale wciąż nieco bardziej agresywna od Sense. Oba jednak zaliczają się do butów trailowych, które marka określa jako - dla każdego.
Wersją Supercross byłam wręcz pozytywnie zaskoczona, gdy był jednym z towarzyszy styczniowej wyprawy przez całe polskie wybrzeże. Najnowszy Sense Ride przeszedł spore zmiany. Może więc warto dać mu szansę? W końcu ich możliwości sprawdzała i dalej sprawdza na dystansach ultra z powodzeniem m.in. Courtney Dauwalter, zwyciężczyni Moab 240, która w 2018 r. nie tylko triumfowała, ale i nad drugim zawodnikiem na mecie (pierwszym mężczyzną) miała aż 10h przewagi, a trasę pokonała właśnie w modelu Salomon Sense Ride.
Pierwsze wrażenie
Tak się złożyło, że trafił do mnie o 0,5 cm większy rozmiar niż miał być. Mimo to czuję, że mam niemal tyle samo wolnej przestrzeni co w o 2/3 mniejszym rozmiarze Supercross. Od razu sprawdziłam. Wkładka rzeczywiście jest minimalnie dłuższa, ale odczucia rozmiarowe są porównywalne. Widać też, że w obrębie palców jest szersza. I faktycznie jest tu więcej przestrzeni, zapewniając swobodę w trakcie aktywności. Pewnie gdybym miała okazję zmierzyć szybciej, to też bym wybrała większy rozmiar.
Już z wyglądu Sense zdecydowanie bardziej przypomina miejski but. Sense to kategoria - łącznik produktów marki między modelami terenowymi a asfaltowymi. Serię produktów zapoczątkował zresztą Kilian Jornet. I to w wyniku "porażki". W 2008 i 2009 r. zwyciężył jeden z najbardziej prestiżowych biegów Ultra-Trail du Mont-Blanc, w czerwcu kolejnego roku stanął na starcie 100 milowego biegu (ok. 161 km) w Kalifornii. Chciał wygrać.
Tamta trasa nie była zbyt wymagająca, sam zresztą był zadziwiony, że jest na niej tyle płaskich odcinków. Tyle tylko, że w tamtym dniu zajął jednak dopiero 3 miejsce, jego oczekiwania były duże wyższe. Zgłosił się do marki Salomon z konkretnymi wskazówkami jakiego buta potrzebuje i czego od niego oczekuje. Tak narodził się model S/Lab Sense, który dał początek całej gamie produktów Sense.
Wracając do modelu. Trzeba przyznać, że Sense Ride i na nodze też prezentuje się znacznie zgrabniej. Chyba po raz pierwszy od dawna, uznałam, że nie mam znów buta, nawet jeśli w rzeczywistości lekkiego, to wyglądającego dość topornie po założeniu.
Nie brakuje tu charakterystycznego dla marki wiązania Quicklace, które osobiście lubię. Pozwala na naprawdę szybką regulację i nie rozwiązuje się. Łatwo też poluźnić, by swobodnie ściągnąć buta, dobra opcja dla osób, które pomijają rozwiązywanie buta podczas ściągania, a nie chcą łatwo uszkodzić zapiętka. Jest też kieszonka, kolejny drobny, ale w terenie znaczący element. Dopasowując wiązanie do siebie, warto pmiętać, by zwyczajnie ją szybciej nieco wyciągnąć. Nadmiar wiązania możemy łatwo zwinąć i w pełni schować, dzięki temu wiązanie w żaden sposób nie lata w trakcie biegu.
Sam język jest wszyty w cholewkę, więc nie ma możliwości kombinacji. Z drugiej strony dzięki temu nie przesuwa się i zapewnia spory komfort.
Pierwsze kilometry
Obecnie nie mam długiego dobiegu do lasu. Kilometr i jestem już na leśnych ścieżkach unikalnego Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Las od zawsze był moim ulubionym miejscem, ale wraz ze wzmożonymi wysiłkami w walce z COVID-19 jeszcze bardziej zyskuje na wartości. Nie muszę uciekać nigdzie na mniej znane ścieżki. Właściwie dla mnie to norma, że staram się wybierać boczne, samotne trasy, tym samym często z nieco bardziej wymagającymi odcinkami.
Można być jednak spokojnym, dla tych, którzy do lasu musieliby pokonać i dłuższy odcinek. Zdecydowanie i z dłuższym miejskim kilometrażem Sense Ride sobie poradzi. Zdarzyło mi się i 10 km zrobić w nich po mieście odbijąc z lasu. Czuć, że jest miękko, ale też nie przesadnie, jest zachowawczo tzn. nie tak, że stopa wręcz zapada się w piance. Biorąc pod uwagę, że chwile wcześniej kilometry pokonywałam zazwyczaj w New Balance Hierrov5, które są przyjemnymi trailowymi butami, ale i "kapciami" [recenzja], była to dobra odmiana. Tym bardziej, że amortyzacja Sense nie ogranicza.

Za amortyzację odpowiada system Opti-vibe, zapożyczony z najnowszych butów drogowych Salomon - serii Sonic. Jest to unikalna kombinacja pianek, jak określa ją sama marka – jedna do tłumienia wstrząsów, a druga niejako do „napędzania”. Salomon twierdzi, że konstrukcja ma na celu zminimalizowanie wibracji na każdym kroku, a tym samym zmniejszenie zmęczenia w porównaniu z tradycyjnymi konstrukcjami podeszwy środkowej. Pianki mamy zarówno solidną ilość pod stopą jak i nieco po bokach, zwłaszcza w okolicy pięty, co zwiększa stabilność.
Marka Salomon od dawna skupia się na aspekcie wibracji, gdy większość mówi o zazwyczaj o amortyzacji i odbiciu. Już i wcześniejsza technologia Vibe firmy Salomon dążyła do zaabsorbowania m.in. wibracji głównie w kości piszczelowej, która jak wskazywały ówczesne badania marki, stanowiła ok. 35% obciążenia w trakcie biegu. Nowa Opti-Vibe wg testów i badań, poprawia tłumienia drgań o 15% i amortyzację o 8% nawet od Vibe. Samą technologię opracowana została przez ekspertów biomechanicznych, w tym lekarza.
Wysokość podeszwy w Sense Ride 3 to 27 mm - pięta i 19 mm - palce, co daje 8 mm drop. Dobrze czuć podłoże, krok jest dość pewny. Można być też spokojnym. O ile obecna sytuacja sprawia, że typowo w skałach butów sprawdzić nie mogę, to na bocznych leśnych ścieżkach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego licznych, i ostro wystających korzeni nie brakuje. Ochrona przed nimi jest zapewniona.
W podeszwie wykorzystano technologię Profeel Film, której celem jest właśnie zabezpieczenie stopy przed skałami i ostrymi nawierzchniami. To specjalna wkładka TPU zastosowana w przedniej części, która zapewnia ochronę na nierównościach. Znajdowała się ona i w poprzedniej odsłonie Sense, ale teraz została nieco wydłużona.
Uniwersalność
Skoro o korzeniach, to przejdę do przyczepności. Sama podeszwa Contrarip MA nie jest zbyt agresywna, stawia na wszechstronność. Wzór bieżnika ma liczne wypustki, w większości w kształcie rombów, które mają ok. 3,5 mm wysokości i są dość miękkie. Na ten moment ok. 340 km pokonanych w nich łącznie, z tego ok. 50 km po typowo nawierzchniach asfaltowych, większego zużycia nie widać. Zobaczymy jak będzie dalej. Wypustki są też dość szeroko rozstawione. Byłam wręcz nawet pozytywnie zaskoczona na stromym podejściu, bo początkowo nie spodziewałam się po nic zbyt wiele. Tymczasem krok był pewny.
Przy panującej suszy, raczej trudno o błotniste odcinki. Choć wypada mieć nadzieję, że deszczowe dni jednak przyjdą. Wówczas jednak nie ukrywajmy, ze śliskim błotem raczej sobie nie poradzą. Od początku jednak w konstrukcji chodziło o stworzenie modelu stawiającego na większą uniwersalność niż trudne warunki. Na bardziej wymagające warunki marka w ofercie ma m.in. Salomon Speedcross 5 (dla każdego) oraz Salomon S/lab Speed 2 (dla bardziej doświadczonych, szukających dynamicznego buta na starty).
Siateczkowa cholewka w połączeniu z systemem System EndoFit™ dobrze otula stopę. Jest gęsto tkana, chroni przed wpadaniem do środku leśnych niespodzianek, ale i sprawnie można usunąć z niej brud i zanieczyszczenia. Już pierwsze dni z wyższymi temperaturami pokazują, że i można być spokojnym, dobrze oddycha. Zarazem cechuje się wytrzymałością. Posiada też specjalne wzmocnienia. Kilkukrotne zahaczenie o korzeń w żaden sposób nie naruszyło jej struktury. I wszystko wskazuje na to, że w jej przypadku możemy zapomnieć o pękaniu, znanym z innych modeli. Zapiętek też dobrze trzyma stopę.
Waga nie należy do tych najniższych, ale nie odczuwa się jej na nodze. Jest raczej z kategorii przeciętnych. Katalogowa wynosi 280 g (rozmiar 38 2/3). W moim przypadku (rozmiar 42) jest to ok. 300 g. Minimalnie więcej, o ok. 10 g, niż w przypadku Supercross'a.
Dla kogo?
Czy Sense Ride 3 to zaskoczenie? Dla mnie w pewnym sensie tak. Dotąd nie spodziewałam się po tej serii zbyt wiele. Trudno mówić, że jest to but z jakimiś fajerwerkami. Nie jest. Czy są jakieś minusy? Jak dla mnie nie, jeśli spojrzymy na ich faktyczne przeznaczenie. Cała konstrukcja i technologia działają poprawnie. Poprawnie to chyba najlepsze określenie, nie ma tu wspaniałości. Pokonywanie kilometrów jest w nich komfortowe i pewne.
Zatem jeżeli szukasz uniwersalnego modelu. Takiego w którym spokojnie będziesz mógł pokonywać ścieżki leśno-miejskie, to jest to dobry wybór. Model zapewnia amortyzację, ale jednocześnie nie ogranicza. I tak myślę, że z chęcią zabrałabym go nawet na jakieś dłuższe zawody np. maraton trailowy, gdy już takie zaczną być organizowane.
Limitowana wersja
Jest jednak pewna unikalność w najnowszej odsłonie. Wydana została również w specjalnej, limitowanej wersji Golden Trail Series, biegowej Ligi Mistrzów wśród biegaczy górskich. Już miniona edycja pokazała wysoki poziom cyklu. Aż czternastu z dwudziestu najlepszych biegaczy według rankingu ITRA (kategoria S) uczestniczyło w całej serii, w przypadku kobiet było to siedem zawodniczek. Pozostaje czekać na wznowienie kolejnej serii zmagań, która na pewno przyniesie sporo emocji. W 2018 r. w finale cyklu triumfował Bartek Przedwojewski, który jednocześnie ustanowił nowy rekord trasy.
Agata Masiulaniec
Sklep Biegacza


