Artykuły, recenzje, testy

Test butów New Balance Hierro v5

...trailowe kapcie.

24 marca 2020

Przez 8 lat przygody z biegami ultra, a jeszcze znacznie duższym stażem w bieganiu w ogóle, już nawet nie zliczę ilości zabieganych i zniszczonych butów. I choć miałam okazję biegać w różnych modelach i markach, to w terenie nigdy dotąd nie towarzyszył mi żaden trailowy model marki New Balance (asfaltowe oczywiście znałam).

Tak się złożyło, że w lutym otrzymałam do testów model New Balance Hierro v5. Nazwany na cześć najmniej zaludnionych i najdzikszych Wysp Kanaryjskich - El Hierro. Brzmiało dobrze, zwłaszcza, że sama wychodzę z założenia, im bardziej dzikie i trudne ścieżki, tym lepiej. 

Test butów New Balance Hierro

Hierro to najbardziej amortyzowany model w terenowej ofercie New Balance, główny produkt kolekcji marki nazwanej "All-Terrain Collection ”. Teren, choć niekoniecznie kojarzy nam się z tą amerykańską marką, to wcale nie jest jej obcy. W historii najbardziej zasłynął model Rainier, w krótym to alpinista Lou Whittaker poprowadził pierwszą amerykańską wyprawę północną ścianą Mt Everestu w 1984 r. Pierwsze biegowe buty trailowe pojawiły się już nawet wcześniej. W 1979 r. projektanci zdecydowali się zmodernizować podeszwę zewnętrzną innego modelu w ofercie, otrzymując Trail 355. Ten wyróżniał się lekkością. Czego już niekonieniecznie można powiedzieć o New Balance Hierro v5. Ich waga to już w większym damskim modelu ponad 300 g.

Test New Balance Hierro 

Już od pierwszego wejrzenia wyglądają dość topornie. Wyróżnia się jednak swoim wyglądem. Specjalna kolorystyka nawiązuje do sprzętu z lat 90. To co mi jako pierwsze rzuciło się w oczy, to podeszwa zewnętrzna. Zwłaszcza jej wydłużenie, wystające jeszcze za piętą. Próby tgo typu konstrukcji były już stosowane w, innych markach, a zdania co do słuszności ostatecznie podzielone. Tym razem sama mogłam przekonać się czy to właściwie, a jeśli tak, to jak działa. Choć przy pierwszym włożeniu już było czuć różnicę pod kątem stabilności. 

Test butów New Balance Hierro

Na co dzień biegam w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. To zaprzeczenie tego co myśli większość - "u was nad morzem jest płasko". Nie jest. Mamy górki przez wielu określane jako "sprinterskie", czasem łagodne, ale i znajdzemy bardziej strome. To zasługa unikalnej, polodowcowej rzeźby terenu. Do wyboru mamy też i udeptane ścieżki, ale i boczne z dużą ilością korzeni czy niemal całorocznego błota. W takich właśnie, dla mnie niemal domowych warunkach, zamierzałam je sprawdzić. 

Już po pierwszych kilometrach można uznać, że buty są niezwykle miękkie, wręcz czuć jak stopa "zapada się" naciskając na amortyzujący duet wkładki i podeszwy środkowej. Dodając do tego ich szerokość, pierwsze co mi się nasuwa w określeniu tego modelu - trailowe kapcie. Amortyzacja oparta została o obecnie flagową technologię marki - piankę Fresh Foam X na całej długości. Zapewnia wysoki komfort i choć dodaje się przy niej często, że i również dynamikę, to w moim przypadku raczej trudno mówić o jakejkolwiek szybkiej reakcji. 

Również w przypadku konieczności nagłego skrętu ze ścieżki, starając się uciec przed rozpędzonym rowerzystą. Zdecydowanie to model do przemierzania kilometrów w spokojnym tempie czy też po prostu trailowych spacerów. Spora dawka amortyzacji sprawdzi się również w terenie mieszanym np. gdy do swojego ulubionego lasu musimy dobiec kilka km. Miękkość to jego główna cecha charakterystyczna jak dla mnie, ale nie idzie w parze z szybkością. Nie ma tu kompromisu. Jakiekolwiek zrywy kosztują więcej wysiłku.

Wracając do szerokości, mam stopę raczej normalną, po włożeniu czułam nieco więcej luzu niż zazwyczaj przy tym samym rozmiarze. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie, tym bardziej, że moim przypadku pięta jest dobrze trzymana, skorzystałam też z dodatkowej dziurki przy wiązaniu. Zapiętek jest sztywny, wykończony miękką wyściółką. Właściwie w trakcie biegu nawet nie myślałam o rozmiarze. Było po prostu tak jak lubię, wystarczająco przestrzeni w palcach, miękko, ale z drugiej strony, też trochę rozleniwiająco pod katem czucia podłoża. 

Test New Balance Hierro


Podeszwa zewnętrzna wykorzystuje Vibram Megagrip. To niemal gwarancja przyczepności w terenie na mokrych i suchych nawierzchniach oraz wytrzymałość. To sprawdzone od lat i chętnie stosowane przez różne marki rozwiązanie. Bieżnik stawia na uniwersalność. Występy są sześciokątne, szerokie i płytkie, przez co owszem sprawdzą się w terenie właśnie takim jak Trójmiejski Park Krajobrazowy, ale tylko do czasu. Liście, mokre korzenie, a nawet skakanie po drzewach czy małych kamykach przez rzeczkę - ok, ale gdy tylko warunki stają się bardziej wymagające - błotniste, niemal cała podeszwa zalepia się błotem. Zaczynamy się zwyczajnie ślizgać. Błoto dostaje się między małe przestrzenie między wypustkami. Na błotnistym podejściu, mamy już problem.

Powracając do wspomnaianego na początku wydłużenia pięty. Nie jestem demonem prędkości na zbiegach. Należę do osób, bywa nierzadko hamujących (zdecydowanie wolę podchodzić pod górę). Tym samym kiedy zbiegam, zazwyczaj wywieram większy nacisk właśnie na tył buta. Jak dla mnie ten drobny szczegół w bucie daje większą stabilność, a tym samym pewność siebie.

Wydłużenie jest niewielkie, ale widać, że w tym kierunku, choć wydawałoby się w mocno przerysowanej formie poszedł model Hoka One One TenNine, promowany jako stricte techniczny model na zbiegi. No i tu przy zbiegu nie da się dodać do ogólnych odczuć w Hierro, miękkość na pięcie gwarantowana. Można też sądzić, że przedłużenie podeszwy chroni samą piankę, która przy styku z korzeniami czy kamieniami mogłaby ulec szybkiemu uszkodzeniu. 

Test butów New Balance Hierro v5

Cholewka to jedna z głównych zmian 5. odsłony modelu Hierro. Jest dość gruba, ale komfortowa. Ma praktycznie same gładkie wykończenia. Na warunki pogodowe, które towarzyszą nam w lutym-marcu, gdy temperatury nie przekraczają raczej 10 stopni Celsjusza, jej grubość nie stanowi większego problemu w kwestiach oddychalności. Można mieć jednak obawy, że w cieplejszych dniach nie będzie już tak idealnie. Siatka ze wmocnieniami nie przesiąka tak szybko wodą, podczas niewielkich opadów śniegów (niestety większych nie było) zapewniała suchość.

Ciekawa jest za to konstrukcja języka, a własciwie można powiedzieć dwóch, przy czym sznurowadła przechodzą tylko przez zewnętrzną część. Wewnętrzna to poprawa komfortu. Na przodzie gumowe, nadrukowe wzmocnienie Toe Protector skutecznie chroni podczas biegu w terenie. Jest jeszcze jedna zaleta. Choć bieżnik niekoniecznie lubi błoto, to cholewka już z niego bardzo łatwo się czyści. Nie jestem perfekcyjnym biegaczem pod kątem dbania o czystość, a błoto wielokrotnie zabieram ze sobą do domu. 

Podsumowując, New Balance Hierro v5 nie można odmówić wygody. Wspomniane "trailowe kapcie" to najlepsze określenie dla nich, tym bardziej, że jak do tej pory pokonałam w nich ok. 400 km, głównie w "domu" - miejscowym TPK. Miałam też okazję spędzić w nich cały dzień w lesie, głównie biegając za biegaczami z aparatem, podczas jednego z biegów ultra na Pomorzu. Choć jak dla mnie nazwa "Hierro" jest nie do końca trafiona, ten but niekoniecznie lubi dzikie, trudne rejony, gdzie trzeba mieć większą uważność pod kątem podłoża i czasem szybszą reakcję.

Tu miękkość jest jego zaletą, ale i rozleniwia. Nie przyspieszymy, gdy będziemy chcieli uciekać przed wikiem czy dzikiem w lesie (oczywiście żartuję, przy takich spotkaniach lepiej zachować spokój). Natomiast jeśli szukamy miękkości na spokojne kilometry i waga (w tej kwestii Hierro to wyższa kategoria wagowa) nie ma dla nas znaczenia, to jest to dobra propozycja. 

Agata Masiulaniec
Sklep Biegacza

Zdjęcia butów: Aleksandra Graff-Partyka

Ocena: 4.3