Artykuły, recenzje, testy

Test butów adidas Kanadia 5 TR GTX

oraz kurtki adidas adiZero Gore Windstopper Jacket

  23 Maja 2016


Choć nie jesteśmy w Afryce dla biegacza zadowoleniem są nowe buty, z którymi wiąże on nadzieję na nowe życiówki. Przynajmniej ja tak mam! Każdy dzień, w którym powiększa się moja „kolekcja” jest pełny radości, optymizmu i mobilizacji nawet do ciężkich treningów. Taki też był 2 grudnia, gdy po otwarciu paczki z prezentem zobaczyłam sprzęt w jakim jeszcze nie biegałam. Nawet więcej, nigdy nie przyszła mi taka myśl do głowy, by mieć buty z membraną gore-tex! Teraz już mam, stosowne na czas nieubłaganej pluchy i roztopów.



Moje wyobrażenie sięga suchej nogi po zimowym bieganiu i czy to jest możliwe? Na szczęście mam możliwość przekonania się o tym, więc biegam od dzisiaj dla Was chłopaki…
… i Polska to zobaczy! Razem z butami w paczce była dla mnie czarowna kurtka z tkaniny soft shell, oczywiście odpowiednia na bieganie w zimowe zawieruchy. 
- Obecnie nie boję się zimy! – powiem więcej - I nie mogę się jej doczekać!

Zima w tym roku jednak czeka na specjalne zaproszenie. Do czasu pierwszego użycia sprzętu pozostaje mi cieszyć samo oko i budować ideał biegowego stroju na trening o tej porze roku.

adidas adiZero Gore Windstopper Jacket prezentuje się fajnie. Od razu urzekła mnie swoim wyglądem. W pierwszym zetknięciu rzeczywiście wydaje się ciepła, a przy tym wyjątkowo lekka.

- Jak ja przeżyłam na biegowo poprzednie cztery zimowe sezony?!

Przyznać muszę, że były czasem momenty zwątpienia, gdy trzeba było wystawić się na iście mroźną pogodę i przeszywające zimno. Moja nowa kurtka nie dość, że ma system, który daje odporność na wiatr to dodatkowo ma ocieplane rękawy na ramionach oraz przód.

Buty adidas Kanadia 5 TR GTX mają charakter agresywny, czyli sama zapowiedź biegania w nich jest kusząca. Ostre zęby są w podeszwie, aż żal zjadać w nich asfalt chyba, że pokryty śniegiem. Buty leciutkie, mimo zabezpieczenia przed wodą, choć sztywne pewnie do wyrobienia. Z trudem wciskam nogę, rezygnuję z wkładki.



Do tej pory moje buty w teren miałam obszerne i z wyraźnym luzem również na długość. Nie przejmuję się tym wcale, bo w jednej chwili mam pomysł na testy dla nich. Puchar Maratonu Dbam o Zdrowie, czyli ściganie się na zawodach właśnie w terenie! Z tym jednak będę musiała poczekać aż do 05.01.2014. Jedno jest pewne, puste czubki nie będą mi wadzić w szybkim bieganiu, bo od dzisiaj jestem szczęśliwą posiadaczką startówek na przełaje.

Nazajutrz z utęsknieniem wyglądam śniegu. Niestety na wieczorne bieganie mogę ubrać tylko kurtkę, ale cieszę się i z tego wariantu. Zaskakujące zimno spotęgowane silnym wiatrem dociera do mnie tylko wybiórczo. Twarz, dłonie i nogi chciałyby się schować w kurtkę i doświadczyć tak jak korpus miłego ciepła za sprawą membrany.

Mimo niesprzyjającej do fajnego biegania aury, mnie tej nocy biegało się naprawdę miło. Mogę się stuprocentowo zgodzić ze stwierdzeniem, że nie ma złej pogody na bieganie. Ważne jest tylko w czym wychodzimy na trening. Jestem pewna, że przy niskiej temperaturze obowiązkowo będę biegać w tej kurtce!

Z założeniem butów na trening musiałam poczekać do weekendu. Wtedy to dopiero spadło trochę śniegu. Sobotnie 10 km jak na pierwsze kroki w nowych butach były w sam raz. Jednak dzień okazał się za ciepły na buty i gore-tex, skarpetki miałam mokre i to nie od kałuż w lesie.

Z kolei w niedzielę, wcześnie rano przy mroźnej temperaturze, mogłam ubrać nowy sprzęt bez wątpienia czy dobrze robię. Na początek wybiegania zdarzył się bardzo szybki kilometr, jako grupa pościgowa w związku ze spóźnieniem się na zbiórkę ze znajomymi biegaczami.

- Da się biegać w tych butach szybko! – mocno uradowana z wyniku czysto przypadkowej próby wcale nie martwiłam się jak przetrwam te dzisiejsze długie kilometry. – Szkoda, że nie miałam ich już wcześniej… – Przyszło mi do głowy, że na pierwszych zawodach w cyklu przygotowań do maratonu wynik byłby lepszy.



Bieganie grupą, w terenie, w butach trial, gdy słońce świeci jest cudownym przeżyciem, choć możesz nie mieć sił pod koniec. Po roztrenowaniu potrzeba chwili czasu, by złapać właściwy rytm i wrócić na odpowiedni swój poziom biegania. Czując, więc trening na 22 km (a może ten pierwszy kilometr po 4:40!) i mając w perspektywie jeszcze 6 km do domu odpuszczam bieg przez górkę. Samotnie wybieram prostą drogę aż do krańca lasu. I tu odkrywam dwie prawdy.

Pierwsza: na lodzie nic nie rządzi. Mimo fantastycznej podeszwy zapewniającej w sumie dobrą przyczepność, poślizgnęłam się skutecznie i wyłożyłam się jak długa.

Druga: walcz do końca! I nie ważne czy walczysz o wynik podczas startu, czy choćby o wyjście łagodne z opresji. W tym przypadku, co mogłam zrobić upadając? Chronić głowę, którą niestety mocno uderzyłam o twarde podłoże. Czemu więc nie uchowałam się przed wstrząśnieniem mózgu? Otóż niespodziewana zaleta kurtki, która swoją grubością i miękkością zamortyzowała mój upadek, że wydał mi się on niegroźny, uśpiła moją czujność. Rozluźniona głowa, po niebolesnym zetknięciu się ramienia i całego boku z glebą, poleciała tam gdzie nie powinna. Cóż, tak miało być i byle czegoś się nauczyć z tego doświadczenia…

Może ten tygodniowy odpoczynek od biegania po upadku pozwoli mi odpowiednio przetestować prezent od Mikołaja, podczas całonocnego Biegu Wigilijnego już w piątek 20. Tego sobie życzę, a innym biegaczom takiego samego Mikołaja ;)

Ocena: 5