Buty Brooks Ravenna 7
24 maja 2016
Wiosną 2016 r. na rynku pojawiła się kolejna, siódma już wersja znanego i popularnego modelu butów do biegania – Brooks Ravenna. Swego czasu Ravenna była jednym z najlepiej sprzedających się butów biegowych na świecie, używanym w setkach tysięcy sztuk na wszystkich kontynentach.
Do modelu Brooks Ravenna mam szczególny sentyment. Od momentu jego premiery w 2010 r. miałem możliwość bezpośredniego kontaktu z każdą kolejną wersją i mogłem obserwować jej ewolucję.
Od tamtej pory Ravenna, początkowo sytuowana na średnim poziomie amortyzacji, wyposażona w technologię HydroFlow, zmieniła się nie do poznania. Teraz to świetny, komfortowy, bardzo dobrze amortyzowany model. Ale po kolei...

Według nowej koncepcji Stride Signature Ravenna zaliczona
została do grupy modeli „energetycznych” - Energize me. Buty tej
kategorii można umieścić na pograniczu butów treningowych i startowych. Tak też
i ja wykorzystywałem model Brooks Ravenna 7 – poza treningami (także długimi),
wystartowałem w nim w Półmaratonie Warszawskim i Orlen Warsaw Marathon.
Jestem lądującym raczej na pięcie nadpronatorem, więc model Brooks Ravenna naturalnie mnie interesował. Sporo biegałem w piątej wersji i przyznam, że bardzo mi pasowała. Tym bardziej ucieszyłem się, że Brooks Ravenna 7 odziedziczyła po starszej imienniczce kluczowe cechy. Jeżeli coś jest OK, sprawdziło się, to nie należy w tym jakoś specjalnie „gmerać”. Konstruktorzy Ravenny 7 dowiedli, że to rozumieją.

Delikatne usztywnienie przyśrodkowej części podeszwy – system DRB – stabilizuje przetoczenie mojej stopy. Prawdę powiedziawszy, wcześniej właściwie wszystkie moje buty biegowe nie miały podparcia, Ravenna była pierwsza. Sprawdziło się, przywykłem, dobrze mi z nim. Charakterystyczna dla Brooksa kołyskowa budowa podeszwy też mi odpowiada. Używałem butów Brooks Ravenna 7 na różnych nawierzchniach, zarówno naturalnych jak i sztucznych. Wydaje mi się dość uniwersalny, mimo że wg producenta jest to model raczej szosowy. Waga butów w piątej, szóstej i siódmej wersji Ravenny jest też praktycznie ta sama, przy męskim rozmiarze US 9 wynosi niemal równo 300 g.
To co się zmieniło względem modelu Brooks Ravenna 5, to cholewka – robi wrażenie solidniejszej, lepiej dopasowującej się do stopy. O ile w „piątkach” wyczuwałem stopą naszywane na siateczkę paski wzmacniające, o tyle w siódemkach jest gładko, a przy tym przyjemnie przylegająco. Wzmocnienia są w postaci nadrukowania na zewnętrznej stronie bardzo przewiewnej siateczki, nie wyczuwa się od spodu żadnych zgrubień.

Zawsze przy przesiadce na nowe buty rozkoszuję się w świeżą amortyzacją, dającą poczucie dużego komfortu. Tak też było w przypadku modelu Brooks Ravenna 7. Przy moim kilkudziesięciokilometrowym tygodniowym kilometrażu zdarzało się, że od czasu do czasu pobolewały różne części stopy. Amortyzacja nowej Ravenny te kłopoty minimalizuje. Z doświadczenia piątej wersji wiem, że biodegradowalna pianka BioMoGo DNA jest bardzo odporna na zużycie i zanim się ubije, to przebiegnę jeszcze całe setki kilometrów.
Wrażenia z biegu? But dobrze trzyma się podłoża, nie przypomina o sobie w żaden sposób w czasie długiego treningu – można skoncentrować się na innych rzeczach. Mam poczucie płynności biegu, nie zauważam pojedynczych kroków, nie ma „stukotu” ani szarpania. Jest za to płynna praca systemu złożonego z biegacza i jego „podwozia”.

Z czystym sumieniem mogę ten model polecać osobom o podobnych do moich cechach kroku biegowego, a wiem że takich jest wiele. Znam biegaczy, którzy kilka lat temu spróbowali biegania w Ravennie i nie chcą już słyszeć o innych butach do biegania. Wymieniają tylko swoje zabiegane buty na nowsze wersje tego samego modelu u progu nowego sezonu, najczęściej z nastaniem wiosny, kiedy nowe wersje się pojawiają. Wiem, że „siódemka” ich nie zawiedzie.
Brooks Ravenna 7 ma spore szanse na utrzymanie pozycji wywalczonej przez swoje poprzedniczki. Nie „zepsuto” jej, a poprawiono. Choć mam możliwość wybrania pomiędzy kilkoma modelami butów do biegania, ostatnio to właśnie Brooks Ravenna 7 najczęściej ląduje na moich stopach.