

Buty te, już na pierwszy rzut oka, różniły się wyglądem od swojego pierwowzoru. Adidas wprowadził zupełnie inną cholewkę. Ta w poprzedniej wersji bardziej przypominała skarpetę. Obecna zaś, to coś co mi osobiście kojarzy się z Nike i ich Flyknit. Zapewne producent wziął do siebie głosy biegaczy, którzy twierdzili, że w Energy Boost 1.0 mocno poci się noga. Ja tego nie zaobserwowałem, ale kilka razy spotkałem się z takimi opiniami.


To co bardzo mi odpowiada, to dość miękki zapiętek wzmocniony jedynie od zewnątrz miękkim plastikiem, który zapewnia dobre trzymanie pięty, a jednocześnie nie dopuszcza do przecierania się zapiętka. W wielu parach butów moim głównym problemem jest pojawianie się dziur w zapiętkach. W Energy Boost nie mam z tym problemów. Mówiąc o plastikowym wzmocnieniu warto zauważyć, że występuje właśnie od zapiętka, aż końca sznurowadeł. W poprzedniej wersji cholewka była na całej długości przymocowana do wzmocnienia. W obecnym modelu okolice sznurowadeł nie są przyklejone do charakterystycznych trzech pasków. I to właśnie w tym miejscu zaobserwowałem jedyny jak na razie mankament tego buta - a mianowicie ucisk w okolicach wiązania. Parokrotnie zdarzyło mi się czuć dyskomfort w tej części stopy.


Jeżeli chodzi o podeszwę, to nie zauważyłem jakichkolwiek zmian w stosunku do poprzednika. I dobrze, bo "lepsze jest wrogiem dobrego".
Podeszwa w Energy Boost jest świetna i nie widzę jakiekolwiek sensu, aby w nią ingerować. Mamy tutaj sporo widocznego tworzywa BOOST, widoczny system Torsion, który ma zapewnić prawidłowy ruch stopy. Do tego Adiwear, którego zadaniem jest poprawienie wytrzymałości podeszwy.

W Energy Boost 1.0 biegałem przez blisko 1,5 roku i Boost pozostał praktycznie nienaruszony. Co do ścierania Adiwear - cudów nie ma - ściera się jak każda inna podeszwa. Niemniej ponad 2000 kilometrów - i ciągle trenuję w tych butach. W kwestii wagi niewiele się zmieniło. But w rozmiarze 46 i 2/3 waży 330 gram, czyli niemal tyle co poprzednik (338 gram). Choć do startówek jeszcze sporo brakuje, to wśród butów treningowych należy raczej do tych lżejszych.

Komfort biegania jak u poprzednika - dla mnie absolutny top! Może faktycznie poprawiłbym okolice sznurowadeł, ale ponoć do ideałów się dąży, a nie je osiąga. Nieważne, czy robiłem w nich 5 czy 45 kilometrów - czułem wygodę od początku do końca biegu. But dobrze trzyma się stopy, a jednocześnie nie powoduje żadnych obtarć. Wydaje mi się, że w stosunku do poprzednika posiada nieco więcej miejsca w przedniej części. Zapewne jest to spowodowane zmianą cholewki.


Podsumowując - świetny but treningowo - startowy. Jest dość dynamiczny, a jednocześnie zapewni uczucie komfortu. Nawet podczas bardzo długich biegów. W EB 1.0, najdłuższy dystans, który przebiegłem bez zdejmowania butów, to 105 kilometrów. W obecnej póki co "tylko" maraton, ale widać, że Energy Boost 2.0 nie straciły nic ze swoich zalet. Być może lżejszy biegacz, szczególnie na krótkim dystansie, będzie wolał pobiec w leciutkich butach startowych, jednak ja, ze swoimi 87 kilogramami, nawet na 5 kilometrów zakładam Energy Boost. Nie tracę na dynamice, a jednocześnie mam poczucie bezpieczeństwa.
