Test butów Inov-8 Terraultra G260
...jaskrawozielony GRAFEN w starciu z terenem.
22 stycznia 2020
Marka Inov-8 od początku swojego istnienia tworzy buty, dość można powiedzieć minimalistyczne. Ich charakterystyczne cechy to: niski drop i niewielka amortyzacja, co powodowało, że były one rzadziej wybierane przez biegaczy ultra na rzecz modeli z wyraźnie wyższą amortyzacją, takich jak - Hoka, Salomon, czy ostatnio Altra. Oprócz tego buty marki Inov-8 cechuje także swego rodzaju prostota, a nawet surowość wykonania. Nie inaczej jest też z recenzowanym przeze mnie modelem Inov-8 TERRAULTRA G260. Terraultra, czyli w zamierzeniu but na każdy teren.
Zainteresować Was powinna zwłaszcza literka G użyta w nazwie, która oznacza wykorzystanie materiału - Grafenu, w konstrukcji tegoż buta. Jest to model ze stosunkowo nowej linii „G-series”, w skład której wchodzą także nowe odsłony modeli Roclite i Mudclaw. To właśnie wspomniany Grafen, obok zerowego dropu (pięta w takim bucie, znajduje się na tej samej wysokości, co palce) jest jednym z dwóch najbardziej charakterystycznych cech tego modelu. Rewolucyjny materiał Grafen tworzy płaską strukturę złożoną z pojedynczych atomów węgla połączonych w sześciokąty o grubości jednego atomu, przypominającą swoim wyglądem klasyczny plaster miodu. Grafen ma naprawdę imponującą liczbę właściwości oraz zastosowań w nauce i przemyśle, dla nas jednak zupełnie wystarczające będzie, jeśli powiem, że jest to jeden z najtrwalszych materiałów znanych współczesnemu człowiekowi. W przypadku modelu Terraultra G260, grafenu użyto jako domieszki gumy znajdującej się w podeszwie, co ma zapewniać niespotykaną wcześniej przyczepność i wytrzymałość. Na taką właśnie informację natrafiamy zaraz po otwarciu pudełka, gdyż nowy but jest o: 50% mocniejszy, 50% bardziej elastyczny i 50% wytrzymalszy! W sieci krąży nawet żart, że te buty będą jedną z niewielu Twoich rzeczy, które przetrwają ewentualną zagładę nuklearną…:)
Pierwszą rzeczą, która od razu rzuca się w oczy jest bardzo jaskrawy, zielony kolor butów, co sprawia, że nie musimy się kompletnie martwić o to, że zostaniemy niezauważeni w lesie czy na wędrownym szlaku. I tak w ogóle, ten but jest zdecydowanie nastawiony na wyróżnianie się. Skromność odpada. Na dodatek okazuje się, iż jest zdumiewająco lekki. Ten właśnie fakt, razem z zerowym drop-em sprawiają, że od razu mamy ochotę te buty założyć i wyruszyć na szlak. Ich projektanci pozostawili naprawdę dużo, a nawet bardzo dużo miejsca palcom i to nie tylko na szerokość, ale także na wysokość. A skoro przy palcach już jesteśmy to warto również wspomnieć o chroniącym je grubym otoku wykonanym z kevlaru i nylonu balistycznego. Tak jest, dobrze przeczytaliście. Nie dość, że mamy grafen w podeszwie to jeszcze jest i kevlar w cholewce. A więc, wytrzymałość przede wszystkim! Natomiast dość nietypowo wyglądają sznurówki. Są bowiem okrągłe i śliskie, przez co niewygodne w wiązaniu i nieco także za krótkie do wykonania podwójnego supła, którego zawsze używam w butach do biegania. Moją uwagę zwróciła również głęboko osadzona pięta sprawiająca pewien dyskomfort przy chodzeniu. Na szczęście podczas biegu nie było z tym problemu, a to jest przecież główne przeznaczenie tych butów.
A jak zachowują się w biegu buty Terraultra G260? No cóż, muszę przyznać szczerze, że to jeden z lepszych butów terenowych w jakich miałem okazję w życiu biegać. Od zawsze byłem fanem niskiego drop-u lub jego całkowitego braku. To właśnie, jak i niewysoka podeszwa (19 mm wraz z 4 mm kołkami) sprawia, że naprawdę możemy w nich poczuć teren. Nie będzie więc żadnym zaskoczeniem fakt, że bardzo się polubiłem się z tymi „grafenami”. Buty są bowiem bardzo elastyczne i znakomicie „przyklejają się” do każdego załamania terenu. Można się w nich naprawdę rozpędzić bez obawy o przypadkowy poślizg (może się on natomiast przytrafić na sklepowej podłodze, gdyż guma wydaje się świetnie trzymać głównie w terenie). Z kolei, z błotem Terraultra G260 radzi sobie wystarczająco dobrze, choć oczywiście nie jest to model Mudclaw, potocznie zwany „glebogryzarką”. Potencjalne kamienie na szlaku również nie powinny sprawiać większego problemu ze względu na metalową płytkę ochronną umieszczoną w podeszwie. Choć osobiście wydaje mi się ona nieco zbyt cienka, aby bez obaw o kontuzje można było bezpiecznie pokonywać w tych butach prawdziwe dystanse ultra. Poza tym, w moim odczuciu amortyzacja jest niewystarczająca, zwłaszcza jeśli biegamy po utwardzonym, suchym lub zmrożonym terenie. Wtedy jest naprawdę twardo. Z kolei cholewka nie sprawdza się, jeśli chodzi o jej wytrzymałość na zabrudzenia. Buty pozostaną czyste zaledwie do pierwszego błota, którego usunięcie – w moim przypadku, okazało się niemożliwe. Lepiej się więc od razu nastawić na szybką i raczej trwałą zmianę jaskrawozielonego koloru tych butów terenowych...
Natomiast, co do „grafenowych” zapewnień umieszczonych na pudełku to szczerze mówiąc nie poczułem, aby bieżnik modelu Terraultra trzymał się jakoś wyraźnie lepiej od butów, w których zastosowano w podeszwie zewnętrznej gumę Vibram, czy też Continental. Wielkiej różnicy według mnie, po prostu nie ma. Nie miałem wprawdzie okazji sprawdzić testowanych „grafenów” na skałach, gdzie być może właśnie tam, te buty pokazują na co je naprawdę stać. Nie można za to z pewnością, odmówić im elastyczności.
I wreszcie, pozostaje kwestia ich wytrzymałości, czego sam nie byłem w stanie sprawdzić z uwagi na zbyt krótki okres użytkowania. Ale tutaj ciekawostka, oto bowiem ambasador marki Inov-8 - Ben Mounsey zrobił w butach na grafenie 1100 mil i podeszwa wciąż dobrze się trzymała. Mnie niestety, do takiego wyczynu jeszcze paręset mil brakuje, abym mógł się o tym osobiście przekonać. I na koniec, chyba najważniejsze pytanie - dla kogo jest to but? Moim zdaniem, dla biegaczy zmęczonych ciągłymi otarciami stóp, dla biegaczy terenowych lubiących dynamikę i ceniących sobie naturalny sposób biegania. A także dla tych, którzy chcą po prostu poczuć szlak.
Karol Nowakowski – doradca klienta
Sklep Biegacza Warszawa Powiśle
Zdjęcia: Karolina Daniluk



