Artykuły, recenzje, testy


Test butów Hoka One One

Challenger ATR3

  07 Maja 2018


O nie! Powiedziałam kiedy pierwszy raz wyjęłam buty z pudełka. To moje pierwsze buty marki Hoka One One i co tu dużo ukrywać pod kątem estetycznym nie są to buty, które przyciągnęły by mój wzrok. Buty wyglądają bardzo masywnie i topornie. Zdecydowanie wolę buty zgrabniejsze i w innych wersjach kolorystycznych. Ale to kwestia gustu.
 
 
 
Dałam im szansę i towarzyszyły mi najczęściej podczas dłuższych wybiegań po zróżnicowanym terenie, czyli tam gdzie czują się najlepiej. Kilkukrotnie wykorzystałam  je też podczas krótszych, ale bardziej dynamicznych treningów. Buty nawet na tych szybszych odcinkach spisywały się dobrze, choć nie są to demony prędkości i dużo lepiej radzą sobie kiedy do pokonania mają więcej, ale wolniejszych kilometrów.
 
Jedną z ich zalet za które je polubiłam jest bardzo uniwersalny bieżnik, dzięki czemu mają wszechstronne zastosowanie.  Dobrze sprawdzają się w prawie każdym terenie. Biegałam w nich po asfalcie, chodnikach, bieżni tartanowej, a także po szutrowych ścieżkach oraz w lesie. W każdych warunkach zaskakiwały przyczepnością. Zaskoczyły mnie także kiedy nastała zima, a moje trasy biegowe pokryły się śniegiem. Z nim także radzą sobie bardzo dobrze. Podczas treningów na zaśnieżonych chodnikach trzymały się go bardzo dobrze, nie ślizgały się i choć pogoda nie rozpieszczała to dawały pewność, że nie stracę przyczepności. Jako but na zaśnieżone miejskie chodniki nadają się znakomicie.
 
 
 
Obawiałam się nieco grubej podeszwy do której nie jestem przyzwyczajona i która była dla mnie nowością. Jest ona zdecydowanie większa i grubsza niż w jakichkolwiek używanych przeze mnie wcześniej butach do biegania. Pomijając aspekt wizualny, taka gruba podeszwa zapewnia wygodę i komfort. Jest na tyle gruba, że pod podeszwą nie są wyczuwalne kamyki i inne terenowe niespodzianki. Stopień izolacji od podłoża jest w Challengerach bardzo wysoki. Jednocześnie taka grubość sprawia, że na asfalcie jest bardzo miękko, niczym w klasycznym asfaltowym bucie treningowym.
 
Wysoka podeszwa, jak w każdym innym modelu Hoka, ma drop obniżony do 5 milimetrów. Zapewnia on bardziej płaskie i naturalne ułożenie stopy w bucie. Po raz pierwszy miałam okazję biegać w butach o tak niskim dropie, jednak nie odczułam tego. Niski drop ginie w dużej amortyzacji i w odczuciu but nie różni się pod tym względem od innych butów do biegania. Jednocześnie, choć wizualnie wydaje się butem ciężkim i topornym, to nie ciąży na stopie nawet po przebiegnięciu kilkunastu kilometrów. 
 
 
 
Dużą zaletą butów jest też ich dopasowanie. W porównaniu do asfaltowego Cliftona, którego także miałam okazję mieć na nogach, Challenger wydaje mi się butem bardziej dopasowanym, powiedziałabym nawet że ciasnym. Dobrze przylega nawet do mojej drobnej stopy, co jest dużym plusem dla posiadaczy wąskich i szczupłych stóp. Przez to niezależnie od kierunku biegu czy szybszych zwrotów w terenie, but cały czas dobrze trzyma się stopy, a stopa nie przesuwa się w bucie.
 
Cholewka zaskoczyła mnie też jeszcze w jednym aspekcie – nieprzemakalności. Nie jest to but wyposażony w wodoodporną membranę, ale jego cholewka dobrze radzi sobie z wodą. Przepuszcza ją w ograniczonym zakresie i nawet po treningach w śniegu i deszczu skarpetki pozostawały suche. To ważne, szczególnie kiedy używałam butów w okresie zimowym.
 
 
 
Podsumowując, jedyną słabą stroną tych butów są dla mnie kwestie typowo estetyczne. Pod kątem biegowym ciężko im wiele zarzucić. Choć nie są najpiękniejszymi moimi butami, okazały się bardzo dobrymi towarzyszami podczas dłuższych, terenowych biegów. Za największe ich plusy uważam: dobry i przyczepny bieżnik, dobre dopasowanie do mojej stopy i cholewkę, która jest na tyle solidna, że radzi sobie ze śniegiem i wilgocią występującą zimą na ścieżkach biegowych.

 
Ocena: 5