Artykuły, recenzje, testy

Test butów adidas Response Trail 20
Przyczepne buty na ciężki teren

  26 Maja 2016


Kiedy dotarła do mnie paczka, nie byle jaka, bo paczka z butami trailowymi, rozerwałam folie ochronną na strzępy, żeby zobaczyć zawartość. Do ostatniej chwili nie wiedziałam dokładnie w jakim kolorze będą moje buty do testów (tak – jestem kobietą) i czy to na pewno będą te buty, które chciałam.

Po szybkim rozpakowaniu moim oczom ukazały się adidasy Response Trail 20 czarno-biało-różowe. W oczach miałam małe iskierki. Już widziałam siebie, pokonującą moją ulubioną górską trasę w tych oto cudeńkach. Szybko jednak musiałam wrócić na ziemię, ponieważ przypomniałam sobie o kontuzji, z której już wychodziłam, ale jeszcze tydzień musiałam odpuścić szusowania w górskim terenie.




Pierwszy tydzień

Początek mojej przygody z adidas Response Trail 20 był bardzo delikatny. Przez pierwszy tydzień w nich chodziłam. Wygodne, aczkolwiek w porównaniu do butów asfaltowych, w których zwykle chodziłam to jakieś takie toporne się wydawały. Nie wiedziałam o co chodzi, ale maszerowałam w nich dalej.

Jako, że niewskazane było mi bieganie po górach, to szybkim tempem wchodziłam na pobliskie szczyty. O ile przy wchodzeniu było ok, to przy schodzeniu but obcierał mi delikatnie kostkę. Mówiąc o tym znajomym biegaczom, stwierdzili, że nie pożytkuje butów biegowych jak trzeba i to dlatego (chodziło im o to, że nie biegam w nich, tylko marnotrawię je na chodzenie).


Pierwszy trening

Drugi tydzień, był już czasem treningów. Nie mogłam się doczekać dnia, aż w końcu prawdziwie przetestuję adidas. Z rana włożyłam buty i wyruszyłam na szlak. Moja ulubiona trasa, nie za ciepło, nie za zimno, wszystko w normie. Biegnę kilometr, dwa hmm jest dobrze. Trzeci, czwarty i jakoś mi ciężko. Nogi jakoś tak wolniej przebierają niż zwykle. Myślę, co robię nie tak. Może to oznaka rozruchu. Może. Biegnę do szczytu. Uf, koniec. Sznuruję mocniej buty przed planowanym zbiegiem(mój rytuał treningowy) i puszczam się w dół jak sarna. Lecę, prędkość coraz większa, ale coś jest nie tak. Znowu czuję jak kostka nachodzi mi na buta i delikatnie ją obciera. Przeklinam mojego pięknego, wymarzonego buta, że tak bardzo mi nie spasował. Dobiegam do domu i cieszę się, że w końcu mogę je ściągnąć.


Drugi trening

Zawiedziona, ubieram znowu Response Trail 20. W końcu jak test to test. Poza tym każdy poprzedni but trailowy nie pasował mi przez pierwsze 2 tygodnie, dlatego pociesza mnie ten fakt, że jeszcze nic straconego. Wybieram inną trasę górską. Najpierw trochę asfaltu, czuję że jak na but trailowy to ma on amortyzację i to niemałą. Uśmiech maluje mi się na ustach. Wbiegam na nartostradę, czuję się dobrze. Powoli przyzwyczajam się do uczucia ciężkości, które znowu mam.

Do szczytu prowadzi mnie lekko nachylona trasa, więc dobiegam bez większych problemów. Na zbieg wybieram sobie inny szlak, bardziej kamienisty z dodatkiem mokrych liści, bo w nocy padało. Myślę – aha – sprawdzimy bieżnik. Biegnę w dół, nieostrożnie jak zwykle. Nie ślizgam się! O! No niemożliwe. Przyspieszam więc, nie myśląc nawet o kolce, którą podłapałam niedawno. Pędzę niczym gazela, ręce latają mi na wszystkie strony, by utrzymać równowagę, a tu ani jednego poślizgu.

Myślę, sobie że jest naprawdę dobrze. Ogromnym plusem był również fakt, że nie poczułam ani jednego kamienia na pięcie, czy palcach, co we wcześniejszych trailówkach zdarzało mi się często. Zbieg wymagał koncentracji, więc nawet nie poczułam czy kostkę znowu mam obtartą czy nie. Poza tym, tym razem użyłam plastrów. 




Trzeci trening

Chciałam sprawdzić buty na różnych dystansach, to postanowiłam wziąć je na sprint. Szybki bieg 3 km. Taki szybki trening przed pracą, na pobudzenie. Zakładam buty i lecę. Wszystko ok, ale nadal uczucie ciężkości mi doskwiera. Zaczynam się poważnie zastanawiać o co chodzi. Przecież but nie może tak ciążyć, bo nikt by w nim nie biegał. No nic, wbiegam, zbiegam. Trochę wolniej niż zwykle, ale brak formy doskwiera.


Dalsze treningi

Na każdym treningu odczuwanie podobne, ale mocno zainteresowałam się tematem wagi buta. I wszystko stało się jasne. Moje poprzednie buty trailowe ważyły 270 g (przy 23,5 cm), a Response Trail 20 w tym samym rozmiarze już 310 g. Niby 40 g, ale robi już sporą różnice w odczuwaniu. Warto jednak podkreślić, że moje poprzednie buty to górskie startówki, więc i waga mniejsza.

Z taką wiedzą, pojechałam na bieg, który miał być prawdziwym testem.




Prawdziwy test

adidas Response Trail 20 wydawał mi się idealnym butem na dłuższe dystanse, to zabrałam go na Mistrzostwa Polski w Skyrunningu. Piękne wyczyszczone butki stanęły na starcie biegu, na Krupówkach. Pomyślałam, że teraz będą miały chrzest bojowy. Forma mi nie dopisywała, a kontuzje miały swój nawrót to nie nastawiałam się na wynik, a bardziej na to by zobaczyć jak zachowają się buty w tatrzańskim terenie. Bieg był na tyle ciężki, że nic mnie nie obcierało, nie czułam ciężkości nawet.

Nie ślizgałam się na stromych, technicznych zbiegach i to było bardzo ważne. Bardzo dobrze trzymały mi śródstopie jak i piętę. Ani razu nie rozwiązały się, ale oczywiście wiązanie musiało być podwójne. Dobiegłam do mety (a raczej doczłapałam) bez bólu stóp, czy otarć kostki (w końcu!). Ściągnęłam buty i zobaczyłam sporo pęcherzy – na szczęście niebolących – spowodowane jednak były nie tyle butami, co skarpetami.


Koniec końców był jednak dobry. adidas Response Trail 20 nie obdzierały już kostki, przestałam czuć ciężkość, a bieżnik dawał sobie super radę w ciężkich warunkach.

Moim zdaniem but ten nadaje się na dystanse powyżej 20 km oraz treningowo. Na krótkich dystansach może być za toporny, chyba że ciężki teren wymaga bardzo dobrej przyczepności to jak najbardziej. W skali szkolnej (1-6) stawiam mu piąteczkę!

Ocena: 5