Test butów adidas Energy Boost
Pomarańczowa rewolucja
27 Maja 2016
adidas Energy Boost to but, o którym słyszał chyba każdy - niezależnie od tego czy biega czy nie. Firma Adidas zrobiła naprawdę wielką kampanię reklamową temu modelowi. Modelowi, w którym jako pierwszym zastąpiono piankę EVA tworzywem Boost. Od strony teoretycznej, można powiedzieć, że poznałem te buty na wylot już rok temu. Otóż tak się złożyło, że pracowałem jako ambasador marki adidas przy promocji właśnie adidas Energy Boost.

Tak się jednak niefortunnie złożyło, że buty dostałem w dniu... kiedy odniosłem kontuzję. Co prawda gdy wyjąłem je z pudełka, jak tylko zobaczyłem te gryzące w oczy "pomarańcze" nie mogłem się powstrzymać! - zrobiłem w nich kilkaset metrów wokół domu. Pamiętam, że uczucie było niesamowite. Miałem obawy, że będą to typowe "poduszki". Na szczęście okazały się miękkie i sprężyste, ale daleko im było do tego, aby nazwać je "kapciami".


Wrażeń po pierwszym treningu opisywać nie będę, bo byłem wtedy zbyt zmęczony, żeby myśleć o butach. Jednak kolejne biegi utwierdzały mnie w przekonaniu, że Energy Boosty to dobry wybór. Choć przyznaję, że przekonywałem się do nich stopniowo. Musiałem przyzwyczaić do nich swoje stopy. Przebiegłem w nich ponad 200 kilometrów, z czego zdecydowaną większość pokonałem podczas spokojnych rozbiegań na asfalcie czy chodnikach. I po pierwszych treningach miałem nieco obolałe stopy. Z czasem jednak wszystko zaczęło ze sobą współgrać.
Zanim założyłem adidas Energy Boost miałem problemy z obtarciami i stłuczeniami zewnętrznej części stopy pod małym palcem (tzw. haluksy). Niby drobnostka, ale cholernie boli. Często buty biegowe mają w tym miejscu jakiś twardszy element (a to wykończenie cholewki, a to znaczek). A to jedynie pogłębia ból. Mam jedną parę butów, w których nie jestem w stanie trenować więcej niż kilka dni z rzędu. Jednak cholewka Techfit, którą zastosowano w Adidasach, nie uciska tego miejsca. Mało tego, kiedy już nabawiłem się problemu w innych butach, to okazywało się, że Energy Boost były jedynymi butami, w których mogłem trenować bez bólu aż do czasu zagojenia się stopy.



Buty spisały się podczas biegów po asfalcie, dlatego postanowiłem przetestować je także na innym terenie. Po kilku treningach w lesie, kiedy to przebijałem się przez niejedne chaszcze, latałem po gałęziach, przeskakiwałem na strumykami i kałużami, nie stwierdziłem żadnych uszkodzeń mechanicznych. Ani w cholewce, ani, co chyba ważniejsze, w podeszwie. Zapewniam, że Boost to nie styropian :) Jednak nawet gdyby doszło do przecięcia tego tworzywa, to z odbytych szkoleń wiem, że uszkodzenie nie będzie się pogłębiało wraz z dalszą eksploatacją. Oczywiście bieżnik nie jest zbyt agresywny, dlatego na błocie i śniegu Energy Boost nie będzie spisywał się tak dobrze jak but trailowy.

To, na co jeszcze zwracam uwagę w przypadku butów (zresztą nie tylko tych biegowych), to zapiętek. Większość moich butów ma zapiętki w co najmniej kiepskim stanie. To, że musi on trzymać stopę to jedno. Ale drugie to to, że musi być wytrzymały. Co z tego, że cholewka będzie cała, amortyzacja w porządku, jak zapiętek będzie mi wgryzał się w nogę? Po 200 kilometrach w Boostach mogę powiedzieć jedno - zarówno zapiętek i pięta są całe.
Wielu biegaczy zwraca też uwagę na wagę buta. adidas Energy Boost w rozmiarze 46 i 2/3 waży 338 gram (wg mojej wagi kuchennej). Dla porównania adidas Supernova Glide 5, w których do niedawna biegałem, był o 20 gram cięższy. Różnica jest niewielka, aczkolwiek na korzyść Boostów. Czy jednak jest wyczuwalna podczas biegu? Śmiem wątpić.


