Test butów adidas Adizero XT
Test trailowego Ferrari
21 Maja 2016
Cholewka tego buta od razu przykuwa uwagę. Po pierwsze swoją wyścigowo-czerwoną kolorystyką, która na myśl przywodzi najczęstszą barwę samochodów Ferrari. Po drugie swoim podobieństwem do cholewek butów startowych. W pewnym stopniu nawet generuje obawy, czy tego typu cholewka wytrzyma starcie z patykami lub jeżynami, które są codziennością terenowego biegacza.
Podeszwa XT-ków, to już zupełnie inna bajka. Na solidnie wyglądającej gumie, z której uformowano agresywnie sterczące korki, dumnie widnieje żółte logo producenta opon samochodowych - firmy Continental. Bądź co bądź, kto ma znać się lepiej na produkcji gumy o świetnej przyczepności, nawet w najgorszych warunkach atmosferycznych, jeśli nie jeden z solidniejszych producentów opon? W każdym bądź razie, podeszwa tego modelu na pewno nie generowała żadnych obaw.

Przykuły moją uwagę już na początku roku, gdy rozpakowywaliśmy je na trailowe półki nowo powstałego Sklepu Biegowego w Gdańsku. Później miałem przyjemność posłuchać o nich kilka ciepłych słów, podczas prezentacji modeli butów firmy Adidas w Warszawie. Nasze drogi musiały się w końcu skrzyżować, a ten moment nastał w połowie sierpnia, gdy ładna pogoda zachęcała jeszcze do beztroskiego, codziennego hasania po lasach. Jedna z testowych par, które trafiły do naszej firmy, miała od tej pory przejść niezły chrzest bojowy, na nogach biegacza na orientację.
Poważnie podszedłem do swojego zadania i nowe buty zdecydowanie nie były przeze mnie oszczędzane. Pierwsze kilometry w Adizero pokonałem w suchych, pagórkowatych lasach, okalających pomorską miejscowość Bytów, gdzie razem ze swoim klubem UKS Azymut 45 Gdynia przebywaliśmy na obozie technicznym. Kolejnym przystankiem okazały się zgoła odmienne tereny w pobliżu miejscowości Chynowie, koło Kostkowa, gdzie rozstawiałem punkty na naszych flagowych zawodach – Grand Prix Pomorza w Biegu na Orientację. Tamtejsze lasy do cna przesiąknięte są różnorakimi bagnami, podmokłościami i siecią strumyków, które dopełnia wszechobecna gęsta szata roślinna, skutecznie utrudniająca bieganie.
Kolejny weekend przeniósł nas na ubite, bardziej skaliste trasy biegu 7 dolin, na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Wprawdzie pokonałem tam najkrótszą, 35 kilometrową opcje, ale i tak dała mi ona wiele bolesnych odpowiedzi odnośnie butów. Do dnia dzisiejszego adidas Adizero XT zdążyły jeszcze zaliczyć na moich nogach Klubowe Mistrzostwa Polski w Biegu na Orientację, we Wrocławiu. Przyszło nam tam ponownie zmagać się z bezdrożami i chaszczami, zarówno w dzień, jak i w nocy.

Ostatnie zawody które w nich biegałem to już Dolnośląski Festiwal Biegu na Orientację, gdzie zaliczyliśmy razem nocny bieg po wzgórzach, nad miejscowością Iwiny, nieopodal Bolesławca. Do tego wszystkiego można jeszcze dodać wiele treningów, w przeróżnych warunkach atmosferycznych, które przeprowadzałem w Trójmiejskich lasach morenowych, na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej oraz na trasie przyszłej Kolei Metropolitarnej, łączącej centrum Gdańska z lotniskiem Rębiechowo. Trasa ta obecnie jest rozkopana i rozjeżdżona przez ciężkie maszyny budowlane, co daje poligon doświadczalny, idealny do testowania każdego buta terenowego.
Wszystkie te doświadczenia dały mi solidną podstawę do oceny Adizero XT. W przeciągu kilku miesięcy użytkowania, buty te potrafiły zarówno wywołać we mnie zachwyt, jak i doszczętnie mnie zawodzić. Bez wątpienia czułem, że najlepszym środowiskiem dla tego obuwia były rozjeżdżone i błotniste lub piaszczyste drogi budowy Kolei Metropolitarnej oraz tereny bagienne i podmokłe.
W takich warunkach Adidasy zachowywały rewelacyjną przyczepność i dawały wiele frajdy z bezproblemowego pokonywania trudnego terenu. Dzięki agresywnej podeszwie, całkiem nieźle radziły sobie również podczas biegania po ściółce leśnej zarówno w płaskim, jak i lekko pagórkowatym terenie – np. wzgórza morenowe nad Trójmiastem. Gdy w grę wchodziło bieganie po bardziej stromych zboczach, jak chociażby na Wyżynie Krakowsko – Częstochowskiej, XT-eki nadal zachowywały się całkiem poprawnie, ale kapitulowały już na rzecz butów z kolcami.
Najbardziej bolesnym testem okazał się start na 35 km, na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Nikła amortyzacja występująca w tym modelu, na tak długiej trasie, która przebiegała głównie po twardych, kamienistych drogach, sprawiła że myślałem że kolana odpadną mi z bólu. Zarówno długie dystanse, jak i bieganie w skalistych terenach, zdecydowanie nie są mocną stroną adidas Adizero XT. Tyle jeżeli chodzi o podeszwę. Jeżeli natomiast chodzi o cholewkę, w każdym z terenów sprawdziła się rewelacyjnie.
Musiała często przechodzić konfrontację z bagienną wodą, przeróżnymi badylami, jeżynowymi kolcami, czy górskimi skałami, ale do tej pory nie okazała najmniejszej słabości. Do tego wszystkiego mogę dodać jeszcze drobną uwagę, że po jakichś 2,5 miesiąca bardzo intensywnego użytkowania, wkładka buta zaczęła się zachowywać bardzo dziwnie i obecnie na każdym z treningów obsuwa się do tyłu, zostawiając śródstopie bez wkładkowej ochrony. Tworzy tym samym kant, na którym łatwo tworzą się odciski. Podejrzewam że dzieje się tak w wyniku mojego sposobu biegu, który opiera się w dużej mierze na bieganiu ze śródstopia.
Koniec końców
Mogę śmiało polecić każdemu biegaczowi na orientację, przełajowcowi i osobom poszukującym lekkich, dynamicznych butów do stosunkowo krótkich startów i treningów, w terenie o miękkim podłożu. Ponowne przemyślenie sprawy proponowałbym natomiast tym, którzy zastanawiają się nad tym modelem, pod kątem biegów długich, powyżej 20 km. Szczególnie gdy odbywają się w twardszym, skalistym terenie.
Pozdrawiam!
Maciek Hewelt