Test butów adidas Adistar Raven 3
Żywioł na plenerowe ścieżki
22 Maja 2016

Poprzez triathlonowy debiut i lekkie perypetie zdrowotne moje ulubione ścieżki były nieco zaniedbane, a jako że ani Nimbusy ani Gel Noosa, z różnych powodów niespecjalnie nadają się leśne ścieżki w jesiennej aurze, należałoby sprawić sobie jakiś miły prezent. Poprzednie trailówki już były mocno zużyte, więc postanowiłem odwiedzić zaprzyjaźniony sklepbiegacza.mom. Mocno zaintrygowany tym, co mnie może zainteresować na sklepowych półkach, zostałem zupełnie zaskoczony. Dostałem propozycję testowania butów marki adidas, model adiStar Raven w najnowszej odsłonie. Marka kojarzy mi się raczej z asfaltem czy bieżnią, ale czemu nie...
Po otwarciu pudełka kolosalne wrażenie robi kolorystyka, pomieszanie agresywnej zieleni i pomarańczy świetnie wpisuje się w obecne trendy. I ja jestem zdania, że sportowe ciuchy i sprzęt powinny być kolorowe i wesołe. Moim zdaniem dodaje to kolorytu na biegowych trasach, poprawie także naszą widoczność, a co za tym idzie - bezpieczeństwo. Jakość wykonania pierwszorzędna, powstydzić by się mogły właściwie wszystkie, moim zdaniem bardziej corowe brandy.

Buty posiadają system sznurowania, taki jak w Salomonie. W konkurencji pewnie niezbyt z tego powodu szczęśliwi, ale moim zdaniem to idealnie rozwiązanie dla tego typu buta. Można szybko dopasować sznurówkę, nic nie ciśnie, w przypadku długich biegów typu ultra, pozwala maksymalnie zaoszczędzić czas potrzebny na zmianę skarpet itp. Jednak najbardziej nietypową innowacją jest według mnie zaproponowana przez producenta „interaktywna” podeszwa. Umieszczone na podeszwie zewnętrznej kołki pozwalające na wgryzanie się w luźną nawierzchnię, zapewniając odpowiednią trakcję nawet na nierównym terenie, na twardym podłożu typu asfalt „chowają się” imitując podeszwę typową dla zupełnie innego typu obuwia niż trail. Zapowiada się interesująco, a moje przydomowe ścieżki, z umiarkowanej trudności terenem przeplatanej kawałkami asfaltu wydają się świetnym poligonem testowym.

I tak po powrocie z delegacji pewnego wrześniowego popołudnia przyszła pora testów. But choć na pierwsze wrażenie lekko zbyt ciasno opinający stopę, okazuje się idealnie dopasowany. Cholewka wykonana z materiału typu softshell, a przynajmniej tak wyglądającego, świetnie się sprawdza w terenie. Jako że nie jest to siatka, do buta nie przedostaje się zbyt dużo piachu i innych elementów leśnej ściółki.
Dodatkowo lekka rosa i mały deszczyk też nie jest takim problemem, jak w typowych butach biegowych. Super rozwiązanie, zwłaszcza że osobiście nie jest zwolennikiem biegania w butach z membraną, które zwykle to są jedyną propozycją na wilgotne warunki. Cholewka na pewno będzie nieco gorsza na upalne lato, kiedy to nie będzie w stanie zapewnić należytej „oddychalności”, jednak na wrześniowe ochłodzenie rewelacja.
Debiutancki dla nowych zabawek trening trwał około 50 minut, w tym czasie pękło 10 km, głównie po leśnych ścieżkach, z 20% dystansu po asfalcie. Pomimo lekkiej mżawki ścieżki były raczej suche, liści z drzew też jeszcze niewiele spadło. Nawet na dość stromych, jak na nadmorskie warunki zbiegach i podbiegach trakcja była bardzo poprawna. Przy spokojnym tempie biegu właściwie zapominałem, że mam buty na nogach, a o to przecież chodzi. Na szczęście buty z racji kolorystyki szybko rzucają się w oczy i szybko można sobie przypomnieć, iż na treningu mam szukać także ich wad i zalet.
Podeszwa jest na tyle sztywna, iż pod nią nie czułem żadnych kamyczków, żołędzi ani innych leśnych atrakcji, to duży plus zapewniający komfort na treningu. Przód buta jest zbudowany z materiałów na tyle solidnych, że przypadkowe kopnięcia wystających korzeni czy ukrytych kamieni nie kończą się przekleństwem ani bólem, kolejny plus.
Dobiegłem na skraj lasu, gdzie zaczyna się wyasfaltowana droga prowadząca do leśniczówki, a więc czas na testy „interaktywnej” podeszwy. Niestety rozczarowanie, podglądu czy kołki faktycznie się chowają w podeszwie nie mam, ale buty zdecydowanie za sztywne na asfalt, zwłaszcza przy próbach przyspieszenia wydają się starać nas hamować. Na szczęście zaraz asfalt się skończył i wróciło pozytywne wrażenie. Po powrocie do domu potwierdzenie atutów cholewki, mniej brudu w bucie, czystsze skarpety i mieszkanie. Ukłon dla drugiej połowy gospodarstwa domowego.
Kolejne dni, kolejne treningi, podobny teren, czasem nieco dłuższe do 20 km. Pory roku nie da się oszukać, więc liści spadało coraz więcej i pomimo w miarę suchego okresu, zdarzały się deszcze i co za tym idzie więcej błota. Wszystkie wrażenia z pierwszego testu podtrzymuję, buty pasowały idealnie, nie były już ani za ciasne, ani za luźne. Cholewka, sznurowanie pierwsza klasa. Problemy zaczęły się na poważnym błocie, o ile na głębokim luźnym błocie moja w miarę sprawna noga sobie radziła, o tyle na na mokrej glinie, która to nie jest grząska ale bardzo śliska było fatalnie. Jeden ze zbyt odważnych zbiegów zakończył się wypadnięciem z trasy w krzaki na ostrym zakręcie, pobrudzeniem się i solidnie podrapanymi nogami. Na tego typu atrakcje kołki w podeszwie zdecydowanie za bardzo zabawkowe.

Gdy już przekonałem się, iż buty nie specjalnie radzą sobie z szarżowaniem w trudnym terenie i przestałem pod tym kątem szaleć, znowu się z moimi adidaskami zaprzyjaźniliśmy. Spokojne treningi mijały w jak najbardziej przyjaznej atmosferze.
W końcu przyszedł i czas na październikowy weekend, kiedy to buty miały zaliczyć starty w zawodach.Najpierw sobota, 19-ego października. Tylko nieco ponad 8 km, ale za to mocno w górę, ponad 1000 m przewyższenia, czyli Tatrzański Bieg pod Górę z ronda w Kuźnicy prosto na słynny Kasprowy Wierch. Już dwa dni przed startem było wiadomo, iż edycja z 2012 roku była wyjątkowa i się nie powtórzy. Ale o co chodzi? O to że nie będzie letniej aury, tylko że na trasie wzorem poprzednich lat leży już śnieg. Dodaje to na pewno atrakcji, a i pozwoli potestować buty w nieco odmiennych warunkach.
Początek trasy po asfalcie minął bezboleśnie, niestety od pierwszej stacji kolejki linowej trasa biegnie po dużych kamieniach, taka makro wersja miejskiego bruku. Mimo iż pnę się do góry a nie zbiegam w dół, jest sakramencko twardo. Co prawda nie czuję wbijających się stopę nierówności, ale sztywna guma bardzo męczy krzywo stąpające stopy i kostki.
Mijając Myślenickie Turnie zaczyna się zima. Początkowo zaszronione kamienie nie stwarzają kłopotu, nie wszystko jest śliskie, a podeszwa tam gdzie łapie suche podłoże jest 100% przyczepna. Gorzej robi się gdy jest już zupełnie biało, przewiany, płytki śnieg, lekkie zalodzenie i przypomina się glina nad morzem, mizerne kołki nie zdają egzaminu i jest trochę walki. Na pewno gdyby trasa prowadziła w dół byłoby nieciekawie. W kopnym śniegu nie jest już tak źle, sztywna podeszwa tu nawet prawdopodobnie pomaga. Daje też znać o sobie softshellowa cholewka, dzięki której nawet przyklejający się do niej śnieg, nie przesiąka do środka. Było nieźle, choć w takich warunkach biegałem już w butach, które to lepiej się sprawdzały.

Po mecie szybki posiłek, prysznic, 720 km za kółkiem i po noclegu we własnym łóżku kolejne wyzwanie. Pierwsze zmagania na drugiej gdańskiej edycji zBiegiemNatury. Dystans 5 km, trochę dziwnie dla mnie, biegam ponad 4 lata, ale nigdy nie wyszedłem z domu na tak krótki trening. Trzeba się dobrze rozgrzać i start.
Trasa jak na taki bieg trudna, do tego na większości trasy, w tym na zbiegach, bardzo dużo kolorowych liści. Na liściach buty sprawują się lepiej niż na błocie. Pojawił się natomiast nowy problem, który to nie wyszedł ani na spokojniejszych treningach, ani na biegu pod górę, na którym to z racji profilu trasy nie osiąga się astronomicznych prędkości.
Pięciokilometrowa trasa zapewnia ciągłe napieranie na maksymalnym tętnie, szybko przebierające nogi męczyły się z dość sztywną podeszwą. Stopy miałem solidnie zmęczone na mecie. Na pewno miał na to wpływ intensywny poprzedni dzień, ale i tak mały niesmak pozostał.
Podsumowując
adidas adiStar Raven to bardzo poprawny but. Wydaje się idealny do rekreacyjnych treningów, na różnych dystansach. Jego żywiołem będą wszelakie plenerowe ścieżki, raczej unikałbym asfaltu. O ile nie będzie zbyt ślisko sprawdzą się na trasach o każdym profilu. Natomiast „interaktywną” podeszwę potraktowałbym raczej jako ciekawostkę i gadżet marketingowy. Co do cholewki, moim zdaniem została ona stworzona na obecną porę roku, na prawdę godna polecenia, tak samo jak i system sznurowania.
Co do kolorystyki, no cóż można woleć barwy żółto-fioletowe bądź czerwono-niebieskie, ale na pewno nie można przejść koło nich obojętnie. Warto też wspomnieć o jakości. Od nowości buty sprawiały wrażenie świetnie wykonanych i solidnych. Po przebiegnięciu około 150 km, w różnorakich warunkach, jedyne ślady na butach to zabrudzenia. Żadne przeszkody nie zrobiły na nich wrażenia, nic się nie poszarpało ani nie popruło. To też ważne! Na koniec w jednym zdaniu, gdyby producent nie eksperymentował z podeszwą byłby bardzo dobry but, a tak na koniec ocena dobra.
Podziękowania dla ekipy sklepbiegacza.mom!