Recenzja Mizuno Wave Rider 24 – wszechstronność po japońsku
21 kwietnia 2021
Do Mizuno Wave Rider mam ogromny sentyment. To od lat są, i mam nadzieję jeszcze będą, jedne z moich ulubionych butów do biegania. Korzystam z nich już od 17. edycji, jeśli dobrze pamiętam. Zawsze mi pasowały, mimo zmian w kolejnych odsłonach, mogłem brać je w ciemno. Mogę chyba powiedzieć, że z Riderami znamy się świetnie.
Tym razem trafiła do mnie 24. odsłona. Po blisko 600 km jakie w niej zrobiłem, wydaje mi się, że bardziej zmieniłam się ja, niż same buty względem poprzednich edycji. Tyle, że moja wagowa zmiana, nie została bez echa dla wszechstronności modelu.
Klasyk
Wave Rider 24 to kolejna odsłona najdłużej produkowanej serii butów do biegania japońskiej marki Mizuno. To co zawsze cechowało ich buty, to przywiązanie do klasyki i rozwiązań, które po prostu się sprawdzały. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś kto kupuje kolejną generację butów Mizuno mówi - "te są kompletnie inne niż poprzednie".
Tutaj każda zmiana jest wprowadzana bardzo powoli. Mimo przywiązania do tradycji, w świecie butów do biegania „wyścig zbrojeń trwa w najlepsze” przez co zmiany technologiczne siłą rzeczy dotykają i klasyki. Dlatego też powoli, systematycznie buty z japońskiej Osaki też zmieniają swoje oblicze.
Model od razu z ciekawości porównywałem z minioną, 23. wersją. Zmiany są bardziej subtelne, ale jednocześnie odczuwalne od pierwszego założenia. Najnowsza wersja Riderów została przede wszystkim "doładowana" dodatkową dawką amortyzacji w postaci nowej pianki MizunoEnerzy umiejscowionej w tylnej części podeszwy. Tym samym edycja 24 jest bardziej miękka z tyłu względem 23, z przodu nie wyczuwałem różnicy.
Kolejna zmiana, to całkowicie zabudowana w piance podeszwy zewnętrznej płytka Wave. Płytka jest teraz krótsza, dalej odpowiada za amortyzację, przetoczenie i dynamiczne odbicie. Niezmiennie zrobiona jest z PEBAXu (taki plastik bardziej sprężysty) do tej pory częściowo była odkryta, tworzyła mostek stabilizujący podeszwę, coś na wzór Trustica w Asicsie czy Torsiona w adidasie. Teraz w całości otacza ją pianka u4ic. Jeżeli chodzi o stabilność, przyznaję, to tutaj nie czułem żadnej różnicy.
Układ bieżnika jest inny ale dalej daje sobie świetnie radę. Na asfalcie trzymają jak trzeba. W lesie jak jest mokro, są jak letnie opony w środku zimy. Nie ukrywajmy jednak, to nie jest but terenowy, na taką nawierzchnię lepiej zerknąć na Mizuno Wave Daichi.
Cholewka buta jest na pewno płytsza, noga już tak głęboko nie siedzi. Przyznam, że na początku miałem chwilowe wątpliwości, ale z czasem się przyzwyczaiłem. Zapiętek jest sztywny, dobrze trzyma. Z przodu buty są delikatnie obszerniejsze, są nieco bardziej zaokrąglone. Tak jak tył jest płytszy, tak z przodu palce mają więcej miejsca.
Nowe Ridery wydają się lżejsze na nodze, ale nie są. Waga jest bardzo zbliżona - 290 g. Odczucie wagowe wynika pewnie z tego, że tak mocno po całości, 24 nie dolegają do stopy.
Czas na bieganie
Od zawsze biegam od pięty, zazwyczaj w butach z dropem od 4 do 12 mm. W Mizuno Wave Rider znajdziemy jeden z większych dropów - 12 mm, co dla mnie jest ok. Tak jak napisałem na początku, pisząc tą recenzję mam porównanie siebie i butów z poprzednich lat. Dlatego uczciwie przyznaję, że mimo wspomnianych wyżej najnowszych aktualizacji, zmieniłem się chyba bardziej ja niż same buty. W pełnym wymiarze ostatnio przerobiłem Ridera 22, który zbytnio się nie różnił od 23. Rider 24 jest już trochę inny. Ale teraz i ja jestem zupełnie inny pod względem wagi,+15 kg lekko wjechało na blat, a to zmienia grę całkowicie. No i właśnie teraz czuję różnicę.
Jak ważyłem znacznie poniżej 80 kg, Ridery były dla mnie idealne. Mogłem robić w nich długie wybiegania, II zakres, biegałem po +20km i wszystko szło. Nawet zdarzyło mi się odpalić kilometrówki w granicach 3:25/30 i też dawały radę. 24 też pewnie by dały radę gdybym ja był wagowo taki jak kiedyś... Obecnie tak szybko poruszam się, ale co najwyżej rowerem z górki ;).
Na ten moment jest tu dla mnie trochę mało „mięcha” do biegania na co dzień. Chwilowo preferuję większą miękkość w modelach biegowych, ale i tu w ofercie znajdziemy m.in. Mizuno SKY.
Dla kogo?
Patrząc ze swojej perspektywy, waga biegacza powie dla kogo odpowiednie będą Mizuno Wave Rider 24. Jeżeli macie do 80 kg i szukacie wielozadaniowego buta do wszystkiego, to będzie to odpowiedni model. Będą amortyzować, oddadzą energię jaką w nie włożycie. Można w nich biegać spokojnie i dodać gazu jak będzie trzeba. Jeżeli wasze nogi będą się w nich dobrze czuły, to możecie się zaprzyjaźnić na wiele lat.
Jednocześnie nie można powiedzieć, że dla kogoś cięższego Rider 24 będzie złym butem. Jeżeli waga oscyluje w okolicach 90 kg i szukacie buta do startu w maratonie, który waży poniżej 300 gram, a pobiec chcecie okolicach 3:30-50 albo planujecie pobiec dyszkę na 44/46 min, to mogą być dobrą wersją buta treningowo-startowego. Robiąc II zakres w granicach 4:30-4:50 też spokojnie sobie poradzą, jedocześnie zapewniając odpowiednią ochronę oraz dynamikę biegu.
Oczywiście zawsze pamiętajcie, że decydując się na buta z mniejszą wagą, kiedy biegacie szybciej, wraz z utratą komfortu podejmujemy ryzyko. Nie ma tutaj innej drogi, mniejsza amortyzacja - lepsze odbicie czyli szybszy bieg. Jeżeli mamy mniej amortyzacji - mniejsza jest też ochrona naszych stawów. Tutaj ważna jest zawsze świadoma decyzja ;) Podsumowując, jeżeli ważycie 90kg i więcej, długie, spokojne wybieganie być może lepiej będzie zrobić w butach z większym poziomem amortyzacji. Tutaj waga i czas będą dla Was właściwym wyznacznikiem.
Marcin Czapla
Sklep Biegacza Gdańsk



