Recenzja butów Nike Air Zoom Pegasus 37 - kobiecym okiem!
30 lipca 2020
W biegowej szafie posiadam wiele modeli butów biegowych, jednak do mojego top 3 zdecydowanie zaliczę model Nike Air Zoom Pegasus 35. Utarło się wśród biegaczy, że jak nie wiadomo na jakiego buta się zdecydować, to należy wybrać Pegasusa. Oczywiście jest wiele czynników, które decydują o wyborze, jednak faktycznie Pegasusy od lat są ulubieńcami biegaczy, dzięki swojej uniwersalności.
Biorąc pod uwagę jak poprzedniki dużo za mną przebiegły i jak dobrze się sprawowały, nie będę ukrywać, oczekiwania wobec najnowszego modelu Nike Air Zoom Pegasus 37, które trafiły w moje ręce, były bardzo duże. Czy podołał? Nie było tak idealnie od początku.
Pierwsze wrażenie
Wygląd butów nie jest najważniejszy i jest kwestią subiektywną, jednak trzeba przyznać, że Nike Air Zoom Pegasus 37 są po prostu ładne! Nawet przy większym rozmiarze są smukłe i dobrze leżą na nodze. Już przy odpakowaniu butów, od razu wylądowały na moich stopach i przy pierwszej okazji, zabrałam je na trening, by zweryfikować, czy wygląd idzie w parze z komfortem.
Zdecydowanie nie należę do osób, które zwracają uwagę w pierwszej kolejności na wygląd, ale jest to dodatkowy atut, szczególnie, że lubimy kupować oczami. Wizualnie przypomina swoich młodszych poprzedników - nieco przedłużona podeszwa, tak, aby dodać dynamiki oraz stabilności. Zapiętek w dalszym ciągu może sprawiać uczucie ,,wypadnia pięty'' jednak jest to pozorne. Przy dobrym zawiązaniu nie odczułam tego, wręcz ze względu na czułego Achillesa, jest to dla mnie atutem.
Cholewka. Co nowego?
Cholewka sprawia wrażenie przeźroczystej (nie jest!) z dodatkowym wzmocnieniem materiału. Raczej nie jest to but dla osób z szeroką stopą, jednak materiał nieznacznie poddaje się stopie, a przy wąskiej, może się marszczyć, co jednak nie ma wpływu na komfort biegania. Różni się ona jednak od poprzednich edycji, na pierwszy rzut oka przypomina mi trochę cholewkę VaporWave, która znana jest z modelu Next%. Raczej nietypowa (kojarzy mi się z ceratą), nieco sztywna.
Natomiast w dalszym ciągu pozostaje ona bezszwowa, wraz z integrowanym językiem, który jest na swoim miejscu nawet podczas dynamicznych treningów. Jest na tyle odchudzony i wyprofilowany, że w ogóle nie czuć go na stopie. Biegałam w nich zarówno w chłodniejsze dni jak i typowo letnie z wysoką temperaturą i cholewka przeszła test pozytywnie, nie odczułam żadnego dyskomfortu.
Uczucie gorąca w butach jest mi raczej obce, stąd w Pegasusach (i w innych modelach) biega mi się komfortowo, bez względu na panujące warunki. U niektórych biegaczy faktycznie może być ona nieco cieplejsza niż w poprzednikach, jednak tym bardziej warto wziąć pod uwagę, jak bardzo jest to kwestia indywidualna.
Zasadnicza zmiana!
Zmiana w moim odczuciu zaszła przede wszystkim w amortyzacji. Nike w dalszym ciągu stosuje system Air Zoom, znany i lubiany od lat, jednak tym razem postawił również na dynamikę, w związku z czym poduszka gazowa nie znajduje się na całej długości, tak jak to miało miejsce w dwóch ostatnich edycjach, ale na śródstopiu. Nie tylko jest ona pomniejszona, ale również dopasowana do płci - kobiety mają mniejsze ciśnienie niz mężczyzni.
Jak to wygląda w praktyce?
Kobiety zazwyczaj mają inną biomechanikę i przeciętnie niższą wagę od mężczyzn. W moim przypadku niestety rzadko trafiam na damską rozmiarówkę (lubię mieć duży zapas z przodu), ale na szczęście udało się dobrać swój rozmiar. Tym lepsza wiadomość dla mnie, bo w tym przypadku model męski różni się od damskiego. Oznacza to, że w damskich butach poduszka będzie bardziej miękka (jest mniejsze ciśnienie). Dodatkowo jest ona podzielona na trzy części, po to, aby amortyzacja rozkładała się jeszcze bardziej równomiernie. Przy dłuższym, wolniejszym wybieganiu, w moim przyypadku nie ma to tak dużego znaczenia, wtedy zależy mi przede wszystkim na amortyzacji, którą zdecydowanie odczuwam na pięcie.
Jeśli chodzi o bieżnik, na szczęście, w dalszym ciągu pozostaje dosyć agresywny jak na buty asfaltowe. Cieszy mnie to o tyle, że na asfalcie biegam raczej dobiegając docelowo na wały, to tam wykonuję większośc moich treningów, na lekko żwirowym terenie. I nie jest to bynajmniej kwestia twardej nawierzchni niekoniecznie pożadanej przez kolana, ale czas przy Odrze (gdzie lubię biegać) płynie trochę inaczej.
Ma dobrą przyczepność, zarówno na asfalcie jak i innych terenach, co więcej- nie odczuwałam kamieni, wręcz na trochę bardziej wymającym terenie biega mi się w nich lepiej niż na odcinkach asfaltowych.
Czy da się w nim rozpędzić?
Należy pamiętać, że jest to but treningowy a nie startowy, w związku z czym dynamika to ,,efekt uboczny''. Nike Pegasus 37 łączy przede wszystkim amortyzację nie umniejszając przy tym jego szybkim właściwościom. Nie odczułam braku dynamiki, biegałam w nich długie wybiegania, ale i treningi interwałowe czy po prostu luźne treningi. Przy kilometrówkach potrafią rozpędzić się nawet do tempa około 3:40/km. Nie było zawrotnego odbicia, ale nie sądze, żeby mnie bardzo mocno spowalniały. Szczególnie różnicę poczują ci, którzy biegają na śródstopiu, ze względu na wspomnianą już wcześniej poduszkę gazową, która może mieć wpływ na zachowanie prędkości.
Ale...
Nie była to miłość od pierwszych kilometrów.
W przeciwieństwie do starszego modelu, nie polubiłam się z nimi od samego początu. Być może jest to trochę nieadekwatne, ale pierwsze treningi wykonywałam na dosyć dużym zmęczeniu, co mogło mieć wpływ na wrażenia. Odczuwałam uczucie pieczenie (nie chodzi o temperaturę), w ogóle ze mną nie współpracowały.
Brak początkowego zachwytu nie jest kwestią samych butów, a moich stóp, które bywają wybredne. Na szczeście po kilkudzięsieciu wybieganych kilometrach, odwdzięczają mi się za moją cierpliwość- moje stopy zaczęły się z nimi lubić i zapowiada się, że będą następcami moich "trzydziestek piątek", które w dalszym ciągu towarzyszą mi na treningach, nawet na górskich, niewymagających terenach.
Pegasusowi 37 udało się wyciągnąć wszystko co najlepsze z poprzednich modeli. W moim odczuciu została ulepszona cholewka, amortyzacja jest nieznacznie większa, szczególnie na pięcie oraz poduszka gazowa- tutaj zaszły największe zmiany.
Wprowadzono kilka zmian, co być może bardzo nie wpłynie na ostateczne odczucie (poza poduszką na śródstopiu), ale czy warto zrewolucjonować coś co jest dobre i sprawdza się od lat?
Dla kogo?
Podsumowując, Nike Air Zoom Pegasus 37 jest na tyle uniwersalny, że zdecydowanie polecę go biegaczom tym zaawansowanym, jak i również początkującym, poszukującym buta zarówno na dłuższe wybiegania, ale i szybsze akcenty. Ktoś, kto biegał w dwóch poprzednich edycjach (najbardziej zbliżone konstrukcją), na pewno się nie zawiedzie. Stary, poczciwy Pegasus, dalej jest tym samym, dobrym butem.
Duży plus za dynamikę buta. Biegam na śródstopiu, tym bardziej odczuwam różnicę i amortyzację w tym miejscu. W dalszym ciągu Nike pozostaje moją ulubioną marką biegową, a tą edycją Pegasusa tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu.
Katarzyna Biernacka
Kierownik Sklep Biegacza Wrocław



